Credo in Deum Patrem omnipotentem,
Creatorem caeli et terrae.
Et in Iesum Christum,
Filium eius unicum, Dominum nostrum,
qui conceptus est de Spiritu Sancto,
natus ex Maria Virgine,
passus sub Pontio Pilato,
crucifixus, mortuus, et sepultus,
descendit ad inferos, tertia die resurrexit a mortuis,
ascendit ad caelos,
sedet ad dexteram Dei Patris omnipotentis,
inde venturus est iudicare vivos et mortuos.
Credo in Spiritum Sanctum,
sanctam Ecclesiam catholicam,
sanctorum communionem,
remissionem peccatorum,
carnis resurrectionem et vitam aeternam
niedziela, 7 lutego 2010
a propos
Autor:
Mariusz
o
18:00
6
komentarze
Linki do tego posta
piątek, 15 stycznia 2010
Kulki, czyli blog roku
Szatan złapał Polaka, Ruska i Niemcach. Dał im dwie metalowe kulki, zamknął w celach 2x2, przekazując uprzednio message:
"Macie dwa dni na wymyślenie jakiegoś numeru z tymi kulkami. Numeru, który mnie zadziwi. Ci, którym się nie uda - DO PIEKŁA. Macie trzy dni"
Po trzech dniach, wchodzi do celi Niemca. Niemiec stara się jak może, dając pokaz doskonałej żonglerki , a Szatan przygląda się temu ze znudzeniem i mówi: "Nie zadziwiłeś mnie"
Wchodzi do celi Ruska, który nie ociągając się, zaczyna odbijać kulki od ścian, coraz szybciej i szybciej, aż zmieniają się w smugi. Ale i to nie zadziwiło Szatana i los Ruska był przesądzony.
Po wejściu do celi Polaka Szatan uniósł brew. Polak zamiast przygotowywać się do pokazu siedział w kącie i płakał. Szatan rzekł: "No tak... Polak... nie przygotowałeś się????"
Polak zaczął jęczeć: "Przygotowałem..., ale kulki, kuuulki, kuuuuuuulkiiii"
"Co kulki ?!?!?"
"Jedną zepsułem a drugą zgubiłem"
Pewien Wywrotowiec, Wesołym Terrorystą zwany, startuje w konkursie Blog Roku w kategorii POLITYKA i w związku z tym, potrzebuje dużo kulek, nie wiem za bardzo po co i dlaczego, ale to nieważne. Ważne natomiast, że wiem jak te kulki się zdobywa.Trzeba wysłać sms o treści C00050 pod numer 7144 (1,22 z VAT).
Autor:
Mariusz
o
00:00
2
komentarze
Linki do tego posta
czwartek, 14 stycznia 2010
Haiti
9 września 1985 roku Meksyk nawiedziło trzęsienie ziemi o sile 8,0 w skali Richtera. Zginęło 20000 ludzi a pół miliona pozostało bez dachu nad głową. Zorganizowano pomoc międzynarodową… i jeden darczyńca wzbudził ogólne zdziwienie. Etiopia, a konkretniej etiopski Czerwony Krzyż przekazał na rzecz potrzebujących 5 tysięcy dolarów. Kraj, który borykał się ze, spowodowaną przez komunistyczny reżim, klęską głodu, która pochłonęła ponad milion ofiar, kraj utrzymywany "przy życiu" przez pomoc ze strony ZSRR i NRD-ówka wspomógł Meksyk gigantyczną (wg standardów etiopskiego ogółu, bo przecież nie komunistycznych kacyków) kwotą. Powodem był fakt, że pół wieku wcześniej, gdy w Etiopii wybuchła druga wojna włosko-abisyńska, w wyniku której Włosi zajęli kraj, Meksyk udzielił Etiopii pomocy humanitarnej. Zadziałała dobrze znana w psychologii reguła wzajemności. Nieważne, że umierali z głodu i od czerwonych prześladowań, ważne, że po pół wieku mogli pomóc w potrzebie temu, kto kiedyś pomógł im. Ludzkie to takie…
Rano usłyszałem, że Polska postanowiła przeznaczyć na pomoc dla Haiti dwadzieścia razy mniej niż Brangelina. Myślałem, że się przesłyszałem. Przedwczoraj Wesoły Terrorysta na swoim blogu, szyderczo przedstawiał pogląd, że Polacy potrafią zmobilizować się tylko raz w roku, a na co dzień nie potrafią pomagać a dwa dni później rząd dużego, europejskiego kraju wyskakuje z jakimiś 50 tysiącami dolarów, które (biorąc pod uwagę skalę potrzeb) mogą sobie w buty wsadzić. Zirytowałem się nie na żarty. Dobrze, że później Tusk (chyba po refleksji, jak mógłby to skąpstwo wykorzystać PiS) nakazał zwiększenie pomocy, wysłanie zespołu ratowniczego i, być może, zapasów żywnościowych MON (czyżby tych, które chcieli pchnąć hurtem na przetargach). A w "Faktach po Faktach" generał Janusz Skulich, wiceszef polskiej straży pożarnej, zapowiedział wysłanie ciężkiej grupy ratowniczej, coś koło 60 speców, z psami i specjalistycznym sprzętem. Zaczęło więc to choćby w zarysach przypominać "odpowiedni" wymiar pomocy. I dobrze jednak o jakiej kwocie mówimy??? Nie wiem. Wiem natomiast, że w budżecie są rezerwy i warto na arenie międzynarodowej pokazać gest (choć w tym wypadku to złe słowo). I niech się bujają delikwenci, których tylko moja wrodzona kultura nie pozwala nazwać właściwym mianem, którzy piszą: "Budżet się nie dopina, nie ma pieniędzy na służbę zdrowia i na emerytury dla Polaków (płacących regularnie składki na NFZ i ZUS), a Pan Premier wysyła sobie nasze podatki na tropikalną wysepkę."
Nie możemy jak USA postawić w gotowości kilkunastu tysięcy osób personelu, wysłać lotniskowca, czy kilkudziesięciu transportowców z pomocą materialną. Cóż, logistyka… Możemy przekazać (jako państwo, bo obywatele prywatnie już się ruszyli) pomoc finansową, którą jest łatwo wymienialna na racje żywnościowe, lekarstwa itp. Stany Zjednoczone, Bank Światowy, MFW postanowiły pomóc Haiti kwotami 100 milionów dolarów… A na ile stać Polskę? Czy Polskę stać powiedzmy na pomoc rzędu 10 milionów euro? Chyba tak, więc nie róbmy z siebie dziadów (na święty odwiert ojciec Tadeusz miał dostać chyba 6 milionów). Poza tym pokazalibyśmy klasę biurokratom z Komisji Europejskiej, którzy dali trzy miliony.
Nie zapominajmy też, że na Haiti żyje rzesza potomków polskich legionistów, którzy walczyli tam o wolność naszą. Trzeba im pomóc, nawet jeśli polskie korzenie objawiają się tylko kodem genetycznym, niebieskimi oczami i polsko brzmiącymi nazwiskami.
Apeluję również, abyśmy starli ów szyderczy uśmieszek z twarzy Wywrotowca i pokazali, że mamy serce nie tylko raz w roku, ale permanentnie i wysupłali parę złotych.
Autor:
Mariusz
o
22:52
5
komentarze
Linki do tego posta
sobota, 10 października 2009
Znak Pokoju - Obama w "Kręgu Podejrzeń"
«Chodź, ukażę ci wyrok na Wielką Nierządnicę,
która siedzi nad wielu wodami, z którą nierządu się dopuścili królowie ziemi,
a mieszkańcy ziemi się upili
winem jej nierządu».
I zaniósł mnie w stanie zachwycenia na pustynię.
I ujrzałem Niewiastę siedzącą na Bestii szkarłatnej,
pełnej imion bluźnierczych,
mającej siedem głów i dziesięć rogów.
A Niewiasta była odziana w purpurę i szkarłat,
cała zdobna w złoto, drogi kamień i perły,
miała w swej ręce złoty puchar pełen obrzydliwości
i brudów swego nierządu.
A na jej czole wypisane imię - tajemnica:
"Wielki Babilon.
Macierz nierządnic i obrzydliwości ziemi"
która siedzi nad wielu wodami, z którą nierządu się dopuścili królowie ziemi,
a mieszkańcy ziemi się upili
winem jej nierządu».
I zaniósł mnie w stanie zachwycenia na pustynię.
I ujrzałem Niewiastę siedzącą na Bestii szkarłatnej,
pełnej imion bluźnierczych,
mającej siedem głów i dziesięć rogów.
A Niewiasta była odziana w purpurę i szkarłat,
cała zdobna w złoto, drogi kamień i perły,
miała w swej ręce złoty puchar pełen obrzydliwości
i brudów swego nierządu.
A na jej czole wypisane imię - tajemnica:
"Wielki Babilon.
Macierz nierządnic i obrzydliwości ziemi"
Jak łatwo sprawić, aby ludzie uwierzyli... Jak łatwo sprawić, aby wyobrażenia wyparły fakty, wiara wiedzę. Bazuje na tym wielu, od akwizytorów cudownej pościeli zaczynając, na politykach kończąc.Jak łatwo stworzyć w umysłach masy formę, którą ona sama wypełni treścią. Jak łatwo stosując proste techniki manipulacji wpływać na postrzeganie świata, wybory konsumenckie, przekonania polityczne. Jak łatwo, w końcu bazując na paru cytatach z Biblii, internecie i paru zdjęciach stworzyć bajkę, w którą wielu mogłoby uwierzyć.
Biały Dom – oficjalna rezydencja i miejsce pracy prezydentów USA, czyli obecnie Laureata Pokojowej Nagrody Nobla Baracka Obamy. Czyli kogo... Jak to kiedyś raczył powiedzieć poseł RP Artur Górski (PiS):
Gdy biedne, czarne przedmieścia wielkich amerykańskich miast zawyły z radości, gdy przeważnie lewicowo-liberalni studenci zatańczyli w korowodzie zwycięstwa, konserwatywna, tradycyjna Ameryka przeżyła szok i rozczarowanie. Jej prezydentem, głową największego na świecie mocarstwa został kumpel lewackiego terrorysty Williama Ayersa, polityk uważany przez republikańską prawicę za czarnoskórego kryptokomunistę (...) Teraz, głosami swoich wyborców, Obama, czarny mesjasz nowej lewicy, zgniótł kandydata republikanów Johna McCaina. Już niedługo Ameryka zapłaci wysoką cenę za ten grymas demokracji. Jak powiedział mój klubowy kolega poseł Stanisław Pięta, Obama to nadchodząca katastrofa, to koniec cywilizacji białego człowiekaCytat z jakiegoś forum (autor "Malibu"):
Liczba "czterdzieści i cztery" oznacza 44 prezydenta USA (G.Bush jest aktualnie 43 prezydentem USA), co by się zgadzało. Dzisiejszymi głównymi kandydatami na prezydentów są B. Obama i J. McCain. Biorąc pod uwagę wcześniejsze wyrazy wersu, czyli: "z matki obcej" - można to podłączyć do Obamy, który jest czarnoskóry..a więc przyszły wybawiciel polskiego narodu byłby innej narodowości. Ale za to "krew jego, dawne bohatery" można podłączyć jednocześnie do McCaina, który jest weteranem II wojny św., (czyli "dawnym bohaterem"), jak i do Obamy którego potomkowie (murzyni) byli pod jakimś względem bohaterami np. wywalczając sobie wolność. Do czego zmierzam. Istnieją też przepowiednie (np. Nostradamusa) i wierzenia o nadejściu "czarnego papieża". Wydaje mi się, że "czarny papież" nie oznacza dosłownie czarnoskórego papieża. Może to oznaczać emblemat na herbie Benedykta XVI, gdzie widnieje czarnoskóry mężczyzna, jak i może to oznaczać papieża w sensie przywódcę, co miałoby związek z objęciem władzy w USA przez Obamę. Zamierza on przeprowadzić zmiany w prowadzeniu polityki ze strony USA, co być może wpłynie na kontakty z krajami Europy i Azji, co z kolei może być przyczyną agresywnej polityki, lub stanowić w przyszłości jakiś punkt zapalny. Wystarczy obejrzeć kilka filmów z udziałem Obamy aby się przekonać, że to człowiek pewny siebie, ale jednocześnie zuchwały. Nie chce przedstawiać go w złym świetle jako tego, który ma zburzyć porządek na świecie. Po prostu zbieżność niektórych rzeczy jest naprawdę znacząca. być może właśnie za jego kadencji nastąpi wybuch III wojny światowej.
Następny cytat (autor Marta Wawrzyn):
W Ameryce pojawiły się pomysły, że owym "papieżem" może być Barack Obama. Za Oceanem krąży nawet kilka łańcuszków mailowych, rozpowszechniający tę rewelację. Przeklejane na kolejne fora i blogi robią swoje. Czyli wodę z mózgu tym, którzy nie potrafią myśleć samodzielnie - tak jak insynuacje, że Obama jest muzułmaninem.
W sieci znaleźć można nawet blogi, które zajmują się zbieraniem kolejnych newsów, mających świadczyć o tym, że w czarnoskórym kandydacie Demokratów siedzi zło. W jednym z nich znalazłam sondę z pytaniem, czy Obama jest antychrystem. Aż 49% dotychczas głosujących odpowiedziało "tak".
I dano jej, by duchem obdarzyła obraz Bestii,
tak iż nawet przemówił obraz Bestii
i by sprawił, że wszyscy zostaną zabici,
którzy nie oddadzą pokłonu obrazowi Bestii.
I sprawia, że wszyscy:
mali i wielcy,
bogaci i biedni,
wolni i niewolnicy
otrzymują znamię na prawą rękę lub na czoło
i że nikt nie może kupić ni sprzedać,
kto nie ma znamienia -
imienia Bestii
lub liczby jej imienia.
Tu jest potrzebna mądrość.
Kto ma rozum, niech liczbę Bestii przeliczy:
liczba to bowiem człowieka.
A liczba jego: sześćset sześćdziesiąt sześć
Autor:
Mariusz
o
20:13
7
komentarze
Linki do tego posta
Teoria Gier
Dosłownie przed chwilą dowiedziałem się, że Kamiński znów rozesłał po wysokich organach listy. Tym razem mamy aferę stoczniową :) Niesamowite. Ile to afer wykopuje nagle szef CBA – to bardzo dziwny zbieg okoliczności. Za tydzień CBA uraczy nas następną aferą? Najśmieszniejsze jest jednak to, że według Kancelarii premiera Kamiński sam mógł popełnić przestępstwo, nie zawiadamiając prokuratury o swoich podejrzeniach. Na podstawie opinii, jaką sobie wyrobiłem o tym człowieku, będzie się zapewne tłumaczył upolitycznieniem prokuratury. Postawiła zarzuty człowiekowi bez zmazy i skazy, dla którego "dobro państwa było zawsze najwyższą wartością", więc jest po stronie sił zła w mistycznym kręgu podejrzeń i nie można jej już ufać.
Ale dość już o aferze stoczniowej. Temat mało ciekawy, no chyba, że znów wyskoczy agent Tomasz, tym razem uwodzący katarskich szejków. Ale o owym agencie później. Czas wziąć na tapetę hazard.
Nigdy hazard mnie nie pociągał. W kasynie byłem dziesięć lat temu. Tam też grałem, jedyny raz w swoim życiu, na jednorękich bandytach. Jak już wygrałem dosyć, przeniosłem się na Black Jacka i ruletę. Poszedłem do kasyna nie po to by wygrać, tylko żeby pograć. Miałem określoną kwotę i założenie, że skończę, gdy przegram wszystko (co nastąpiło o piątej nad ranem). Hazardziści liczą na wygraną, ja liczyłem tylko na dobrą zabawę (kręciło się tam parę fajnych lasek). Hazardem zajmę się teraz, ponieważ ciekawy jest mechanizm nakręcania "afery". Na początek podstawy…
Polska w kwestii hazardu (a raczej, uściślijmy: "automatów o niskich wygranych") miała do wyboru dwie drogi: albo ograniczyć występowanie automatów tylko do kasyn i innych zamkniętych, licencjonowanych przybytków tego typu, albo też pozwolić na rozpowszechnienie "małego" hazardu wszędzie. Wybrano drugą opcję i zdecydowano się na obłożenie każdego automatu zryczałtowanym podatkiem, który obecnie wynosi 180euro miesięcznie. Dla porównania w kasynach i salonach gier, kwota stanowiąca różnicę między kwotą uzyskaną z wymiany żetonów do gry lub wpłaconą do kasy salonu i zakredytowaną w pamięci automatu lub wpłaconą do automatu a sumą wygranych uzyskanych przez uczestników gier, jest obłożona podatkiem wynoszącym 45%. Widzicie różnicę??? Niskie wygrane – 180 euro miesięcznie, wysokie wygrane – 45% podatku od zysku. Czy dopłaty będą czy ich nie będzie to tylko temat marginalny, omijający główny problem. Problem polega na tym, że 100% automatów zabezpieczonych przez CBŚ (ci profesjonalni, nie mylić z CBA) było nielegalnie przerobionych, zapewniając niekontrolowany i łatwy dostęp do wysokiego hazardu. I to jest właśnie prawdziwa afera hazardowa, która ciągnie się od lat. Kasyna, które muszą się pilnować, bo stracą licencję i zdechną, a także duże salony gier miały łączne przychody na poziomie 2,2 mld złotych. Automaty "o niskich wygranych" prawie 5 mld. W 2007 roku podatek wpłacony przez same kasyna wyniósł około 122 mln złotych a przez salony automatów "o niskich wygranych" 174 mln. I kto tu kogo robi w ch…ja. Automat po przerobieniu automatem "o niskich wygranych" jest już tylko z nazwy… i interes się kręci. Kiedy w kwietniu b.r. Centralne Biuro Śledcze, razem z celnikami, zabezpieczało 300automatów do gier, Pan Paweł Wojtunik, szef CBŚ a podobno też przyszły szef CBA, powiedział: "Mamy wątpliwości co do legalności tego biznesu i badamy jego związki z przestępczością zorganizowaną" i potwierdziło się. Skarb Państwa mógł już stracić 2,5 mld złotych. Pięć razy więcej niż przy nędznej aferce Kamińskiego. Zupełnie inną sprawą jest to, że owe 500 baniek, wg ekonomistów, jest tylko teorią i to opartą na wątłych podstawach. Równie prawdopodobne jest to, że podatki mogłyby nawet spaść, gdyby nastąpił znaczny odpływ klientów wkurzonych na to, że wrzucili stówę a grają za 90. Czego dowodzi fakt, że Kamiński wie, że będzie to 500 milionów? Zdolności prekognicji? Wątpię.
CBA ma kuriozalny talent to Afer, pisanych z dużej litery, nagłaśnianych, przez samo CBA zresztą. I ile tych afer wykryli? Pamiętam o trzech, czy czterech (nie licząc ostatnich). A ile państwowej kasy przy tym wydali? Nie wiem, nie sprawdzałem, ale można przyjąć za prawdopodobne, że wydali więcej niż wyniosłyby straty finansowe Skarbu Państwa, gdyby nie istnieli. To po co istnieją? Podobno CBA nie wzięła się za Beatę S., bo ta brała, ale wzięła się, by brać zaczęła. Niezawodny Agent Tomasz miał to uczynić. Agent Tomasz wziął się ostatnio też za Weronikę M.-P. i jak czytałem w "Dzienniku" tym samym sposobem. Szastający kasą, porsche przed luksusowym apartamentem, markowe ciuchy i dyskretny urok luksusu – wszystko za nasze pieniądze. A w tym samym czasie Policja nie ma za co benzyny kupić. Po prostu super. Ile zarabia doświadczony oficer w Policji, a ile Agent (AAAgent chciało by się rzec). A wszystko po to, aby obywatela sprowokować do popełnienia przestępstwa. Nowoczesna służba specjalna, jeszcze takiej nie było i pewno nie będzie.
Autor:
Mariusz
o
02:38
2
komentarze
Linki do tego posta
piątek, 9 października 2009
Obel Nobamy
Wracając dziś z pracy usłyszałem w radio, że Barack Obama został laureatem pokojowego Nobla. Oczywiście wiekopomne zasługi Obamy dla pokoju są ogólnie znane. Ja osobiście ich nie znam, ale muszą być. Oczywista oczywistość. Nie dostał przecież Nobla za chęci, czy raczej słowa o chęciach. Nie dostał go też za to, co ma dopiero zrobić. W przeciwnym razie JA, który w planach na przyszłość mam likwidację głodu, przekonanie Kim Dzong Ila, że demokracja jest cool i wprowadzenie ery pacyfizmu, musiałbym dostać Nobla dawno temu. A nie dostałem. Obama więc otrzymał nagrodę za to co już zrobił…. tylko nie wiem za co. Proszę o pomoc. Oświećcie ignoranta
P.S. Publikuje z poziomu Worda 2007. Ciekawe jak wyjdzie JP.P.S. Wyszło normalnie tylko to "J" w P.S. było przedtem ":)"
Autor:
Mariusz
o
16:27
7
komentarze
Linki do tego posta
czwartek, 8 października 2009
Paruzja (moja)
Minął rok, jednak nie umarłem. Nie miałem czasu. Doba ma tylko 24 godziny. Z ich zbioru należy odjąć czas na sen, higienę, posiłki, wydalanie, i pracę. To co zostaje to wolny czas. "Czas" to życie, więc "wolny czas" to wolne życie. Życie rodzinne też zajmuje dużą część puli wolnego życia. Zostaje niewiele... A gdy zasoby są ograniczone trzeba dokonać wyboru. Przeczytać książkę czy obejrzeć film. Iść na spacer czy może napisać posta.
Moja blogowa aktywność zamarła na bardzo długo. W międzyczasie zmieniłem pracę, kupiłem mieszkanie, opiekowałem się córeczką, która dopiero we wrześniu poszła do przedszkola.
Wydarzenia te ograniczyły moją pulę czasu wolnego do totalnego minimum. Mieszkanie trzeba było dostosować do moich potrzeb, w nowej pracy zajmuje się pracą i nie blogowaniem i co najciekawsze... jak się wszystko ustabilizowało, trzeba było pomyśleć o internecie. Wymyśliłem sobie, że moim operatorem internetowym będzie Netia (chciałem UPC, ale nie wszędzie mają infrastrukturę). W niecały tydzień założyłem telefon w Tepsie (technicy powiedzieli, że połączenie będzie jak żyleta, ponieważ pod blokiem mam cyfrową centralkę) i zamówiłem neta w Netii. Bardzo szybko dostałem info, że net już jest. Kupiłem router i ... nic. Router nawiązywał połączenie, pobierał adres bramy i DNSy i nie dochodziło do jakiegokolwiek transferu danych... a po kilku minutach rozłączenie połączenia. Na technicznej infolinii bardzo usiłowano mi pomóc. Wstępna diagnoza brzmiała: zła konfiguracja. I później: "Proszę nacisnąć przycisk w lewym, dolnym rogu z napisem START, wcisnąć przycisk URUCHOM, a następnie wpisać C-M-D, później w czarnym okienku I-P-C-O-N-F-I-G-bardzo długi przycisk na dole klawiatury-przechylona w prawo kreska-A-L-L........" i tak dalej przez dni kilka. Gdy w końcu przekonałem rozmówców po drugiej stronie słuchawki, że umiem konfigurować sieć i zdażało mi się w przeszłości to robić, infolinia przekazała sprawę technikom (chyba magikom). I znów "wina leży po Pana stronie", potem codzienne telefony: "Czy internet już działa?... nie?? dobrze.. zadzwonię jutro"... a na końcu: "sprawdziliśmy logi - to Pana sprzęt inicjuje zerwanie połączenia". Gdy zacząłem być niemiły, przysłano mi w końcu ekipę do domu..., która też nie mogła się połączyć (czyżby źle skonfigurowali sieć).
Miałem dość. Borykać się od maja do lipca Ze skutkiem natychmiastowym zerwałem umowę i zacząłem myśleć, co dalej. Padło na Aster, a cztery dni później 10mega już mi śmigało. Jednak NETIA o mnie nie zapomniałą. Na początku sierpnia dostałem list z powiadomieniem, że w stosunku do mojej osoby zostało wszczęte postępowanie windykacyjne... nie opłaciłem faktury ZA INTERTNET. Coś mnie strzeliło. Zadzwoniłem i w miarę grzecznie zapytałem, jak można opłacić fakturę za niewykonaną usługę, jeśli nie otrzymało się faktury. Miła Pani odpowiedziała, że faktura była do pobranie w serwisie internetowym. Zapytałem, jak można pobrać fakturę z internetu, jeżeli internet nie został, kurwa, dostarczony i dlaczego, kurwa, mam płacić za coś, czego, kurwa, nie dostałem (ponieważ jestem człowiekiem kulturalnym, "kurwy" były w myślach). Złożyłem telefonicznie reklamację, która po kilku tygodniach została uznana. I to koniec kontaktów Netii ze mną.
Podsumowując, aby skorzystać z Netii, musiałem założyć linię w TP, przez kilka miesięcy płaciłem abonament 50dych miesięcznie, a gdy okazało się, że Netia internetu mnie nie zapewni, wypowiedziałem Tepsie telefon (180 złotych). To moje koszty finansowe, bo kosztów starganych nerwów i straconego czasu nie sposób oszacować. Z pewnością rozumiecie, dlaczego reklama Netii z Kotem małpującym Kaszpirowskiego, działa na mnie jak płachta na byka. Cóż, postanowiłem, że jutro zadzwonię do Netii i upomnę sie o przysługujące mi odszkodowanie. Zobaczymy, jak Netia podejdzie do tematu... Ale dość już o tym.
Tak czy inaczej, mimo braku czasu a później dodatkowo braku internetu, śledziłem w miarę możliwości wpisy na blogach moich przyjaciół. Głównie w drodze do i z pracy :), na 2,5 calowym ekraniku. Szczególnie komfortowe to nie było, próba "obejrzenia" zdjęć na Cytadeli to była dopiero masakra a i o pozostawieniu komentarza mogłem zapomnieć. Jednak pozwalało mi to być w pewnym stopniu na bieżąco. Odwiedzałem Was i odwiedzam. Dziękuję też Wesołemu Terroryście i Slawkasowi za zainteresowanie. WT zapytał mnie, czy żyję. Dostałem info o komentarzu mailem... i zapomniałem odpowiedzieć. Mea maxima culpa. Ostatnio też odezwał się Slawkas i ten komentarz jako bodziec zainicjował w mojej głowie reakcję. Mam internet, w pracy chwilowo cisza, mała w przedszkolu, zaległych książek do przeczytania nie za wiele - więc teoretycznie JEST CZAS NA BLOGOWANIE. Zacząłem myśleć też o wideoblogu, szybciej tworzy się posty. Jak myślicie???
Autor:
Mariusz
o
18:33
7
komentarze
Linki do tego posta
niedziela, 5 października 2008
1612 powodów do śmiechu
Obejrzałem wczoraj epokowe dzieło radzieckiej, tfu, rosyjskiej kinematografii. Produkcja Nikity Michałkowa wywarła na mnie kolosalne wrażenie, dowiedziałem się bowiem, że "ruskij czaławiek" to heros, który może się schować w jeziorze, przebywając pod powierzchnią wody przez czas nieokreślony (stąd właśnie rosyjscy nurkowie są najlepsi na świecie - nigdy się nie wynurzają), umilając sobie przy tym czas rozmową z zmutowanymi, mówiącymi karpiami (antycypacja Czarnobyla?). A jak już taki heros wyjdzie z wody i dorośnie to:
- potrafi nauczyć się kanonierstwa, szermierki, języków obcych i manier obcując z bytami nadnaturalnymi (duchem "Hiszpana"),
- potrafi jednym strzałem z armaty (samoróbki) unicestwić całą polską armię,
- jednym strzałem pozbawić głów cały oddział szarżującej husarii,
- przesycony kosmiczną, rosyjską eneregią (jądrową albo spirytusową, zapewne) chłop pańszczyźniany (tak zwany "cham z chamów") w krótkiej walce potrafi pokaonać polskiego "zawodowego" szermierza.
Nawet jak heros z wody nie wychodzi, to zawsze może spod wody [sic!!!] strzelać z kuszy!!! Widocznie rosyjskie cięciwy nie zamakają :)
Ponad to, z filmu możemy się dowiedzieć, że rosyjscy święci pustelnicy, aby zachować pozycję pionową, potrzebują podwieszenia na łańcuchach (czyżby już w 1612 byli narodem alkocholików...) a głównym przejawem fauny w rosyjskich lasach są jednorożce.
Najważniejsze jednak, że ten "historyczny" film zawiera 0% prawdy historycznej. Obiektywny opis znajdziemy w Wikipedii pod hasłem Dymitriady. Mnie osobiście bardzo podoba się fakt, że w 1604 roku tron dla Dymitra I i przyszłej jego żony Maryny, córki Jerzy Mniszcha zdobyła nie polska armia, ale "ekipa" zebrana przez Mniszcha i jego kolegów.
Prawdą jest tylko, że w 1612 roku skapitulowała polska załoga Kremla, natomiast wojna zakończyła się w 1618 roku. Kto zwyciężył?...
Cytat z Wikipedii: "Wielkie Księstwo Litewskie uzyskało ziemię smoleńską, Korona ziemię czernihowską i siewierską. Car Michał I Romanow zrzekał się tytułów księcia czernihowskiego, siewierskiego, smoleńskiego oraz inflanckiego. Uzgodniono wymianę jeńców. Drażliwą kwestię zrzeczenia się pretensji do tronu carskiego przez królewicza Władysława pominięto pomimo nalegań strony rosyjskiej. Nie ujęto również w porozumieniu postulatów Rosjan dotyczących zwrotu łupów wywiezionych z Kremla..."
I macie się czym chwalić, Rosjanie :)
- potrafi nauczyć się kanonierstwa, szermierki, języków obcych i manier obcując z bytami nadnaturalnymi (duchem "Hiszpana"),
- potrafi jednym strzałem z armaty (samoróbki) unicestwić całą polską armię,
- jednym strzałem pozbawić głów cały oddział szarżującej husarii,
- przesycony kosmiczną, rosyjską eneregią (jądrową albo spirytusową, zapewne) chłop pańszczyźniany (tak zwany "cham z chamów") w krótkiej walce potrafi pokaonać polskiego "zawodowego" szermierza.
Nawet jak heros z wody nie wychodzi, to zawsze może spod wody [sic!!!] strzelać z kuszy!!! Widocznie rosyjskie cięciwy nie zamakają :)
Ponad to, z filmu możemy się dowiedzieć, że rosyjscy święci pustelnicy, aby zachować pozycję pionową, potrzebują podwieszenia na łańcuchach (czyżby już w 1612 byli narodem alkocholików...) a głównym przejawem fauny w rosyjskich lasach są jednorożce.
Najważniejsze jednak, że ten "historyczny" film zawiera 0% prawdy historycznej. Obiektywny opis znajdziemy w Wikipedii pod hasłem Dymitriady. Mnie osobiście bardzo podoba się fakt, że w 1604 roku tron dla Dymitra I i przyszłej jego żony Maryny, córki Jerzy Mniszcha zdobyła nie polska armia, ale "ekipa" zebrana przez Mniszcha i jego kolegów.
Prawdą jest tylko, że w 1612 roku skapitulowała polska załoga Kremla, natomiast wojna zakończyła się w 1618 roku. Kto zwyciężył?...
Cytat z Wikipedii: "Wielkie Księstwo Litewskie uzyskało ziemię smoleńską, Korona ziemię czernihowską i siewierską. Car Michał I Romanow zrzekał się tytułów księcia czernihowskiego, siewierskiego, smoleńskiego oraz inflanckiego. Uzgodniono wymianę jeńców. Drażliwą kwestię zrzeczenia się pretensji do tronu carskiego przez królewicza Władysława pominięto pomimo nalegań strony rosyjskiej. Nie ujęto również w porozumieniu postulatów Rosjan dotyczących zwrotu łupów wywiezionych z Kremla..."
I macie się czym chwalić, Rosjanie :)
Autor:
Mariusz
o
10:12
10
komentarze
Linki do tego posta
piątek, 15 sierpnia 2008
Subskrybuj:
Posty (Atom)








