sobota, 12 stycznia 2008

Pracownik 45+

W blogu Pamiętnik wywrotowca przeczytałem niezwykle interesujący wpis dotyczący pracowników (czy raczej poszukujących pracy) po 45. roku życia. Autor polemizuje z prowadzoną w mediach kampanią społeczną, przygotowaną na zlecenie Departamentu ds. Kobiet, Rodziny i Przeciwdziałania Dyskryminacji przy Ministerstwie Pracy i Polityki Społecznej. Kampania skierowana głównie do przedsiębiorców i kobiet po 45 roku życia (mężczyzn chyba również), które pracują lub są bezrobotne, lecz chcą być bardziej mobilne zawodowo.
Muszę uznać, że argumenty autora są jak najbardziej przekonujące, i pozwolę sobie zacytować je dość obszernie:

"Starsi ludzie - podobnie jak rodzice małych dzieci - nie są w większości elastyczni. Podoba im się osiadły tryb życia, mają dzieci, wnuki, psy, koty, sąsiadów i grządki na działce. Nie spakują się więc w ciągu 12 godzin i nie ruszą na drugi koniec świata, aby zdobywać dla firmy nowe rynki. Ich umysły również nie są takie bystre jak wcześniej - najboleśniej przekonują się o tym ci, którzy wdrażają nowy system komputerowy. Taki system jest często wydajny, intuicyjny - ale jedynie dla kogoś, kto się urodził, gdy komputery już były w domach. Dla całej reszty są to jakieś bzdury, które jedynie zaśmiecają im umysły. Czy warto więc inwestować czas i pieniądze? Osobną kwestią jest znajomość języków obcych. Innych niż rosyjski. Ten - dzięki towarzyszom - starsze pokolenie zna dość dobrze. Ale angielski, niemiecki, hiszpański, francuski? To wyjątki. Dla porażającej większości już sam polski jest chyba obcy - w każdym razie tak się nim posługują. W owej reklamie zastanawia mnie jeszcze jedno - dotyczy ona wyłącznie kobiet. Czy mamy przez to rozumieć, że mężczyzn problem nie dotyczy? Mężczyźni nie są zwalniani?"

Generalnie tezy te są nie tylko logiczne, ale i solidnie podbudowane faktami. Jednak, czy osoby po 40, 45 roku życia są masowo zwalniane z zakładów pracy? Choć nie znam statystyk, wydaje mi się, że nie. Osoby bezrobotne z kategorii 45+ (choć bardziej trafione jest określenie "55+") straciły najczęściej pracę w okresie początkowych przemian ustrojowych, kiedy przedsiębiorstwa padały jak jesienne liście. A potem już tylko bezrobocie. Niektóre z tych osób uwierzyły w "branie spraw we własne ręce" i rozpoczęły drobną działalność gospodarczą. Nie uwzględniły przy tym drobnej niedogodności, to jest obowiązku opłacania składek ZUS. I tak, aby zacząć zarabiać na siebie, trzeba najpierw zarobić ponad 800 złotych na ZUS, uuups, przepraszam, 800 złotych na swoje własne ubezpieczenie społeczne. Skutki bywały różne. Czasem opłakane.
Jeden z moich dobrych znajomych jest pracownikiem z grupy 45+. Wyjątkowo inteligentny inżynier, absolwent Politechniki Warszawskiej, stracił pracę, gdy jego zakład pracy upadł (co lepsze składniki majątku zostały chwilę wcześniej "sprywatyzowane" przez jego dyrekcję; naród się uwłaszczał). Po okresie poszukiwania pracy w swoim zawodzie (oczywiście bezskutecznym w okresie wysokiego bezrobocia) postanowił spróbować swoich sił w prowadzeniu własnej działalności gospodarczej. Wynajął "szczękę" na targu i zajął się handlem warzywami. Raz było lepiej, raz gorzej. Pewnego razu stwierdził, że brakuje mu "odrobinkę" na opłacenie wynajmu i opłaty targowe. Aby zapłacić popełnił, jak mówi, największy błąd w życiu. Nie opłacił składki ZUS, obiecując sobie, że w przyszłym miesiącu zapłaci całość, był jednak w stanie przelać tylko bieżącą. Chwilę potem, sytuacja się powtórzyła... i znowu... i znowu. W efekcie, gdy stwierdził, że zasiłek dla bezrobotnych jest bez wątpienia lepszym rozwiązaniem, jego dług wobec Zakładu Ubezpieczeń Społecznych wynosił ponad 20 tysięcy złotych. Chwilę później wszedł komornik.... Kolega nie miał zbyt wielu opcji, ale chciał pracować i spłacać zobowiązanie. Bez problemu znalazł pracę, choć nie taką, jakiej oczekiwał. Urząd Pracy wysłał go na kurs pracowników ochrony, i teraz inżynier pracuje jako ochroniarz za 6, czy 7pln/h. Ale dzięki temu, może zapłacić komornikowi 800 złotych miesięcznie i nikt go nie chce licytować....
Słuchając jego historii mam wrażenie, że jest to historia setek tysięcy, jeśli nie milionów Polaków, ale czy wynika z niej, że nie warto próbować????.....

Moim zdaniem, w Polsce każdy, kto chce pracować, może pracować. Problem, że tak naprawdę nie wszyscy chcą. Tłumaczenie, że "w moim miasteczku żadnej pracy nie ma" jest tylko samooszukiwaniem się. Jeśli nie ma w "małym miasteczku" zapewne jest dużym mieście, jeśli nie ma w "swoim" zawodzie trzeba szukać w innym. Ale "starsi ludzie nie są w większości elastyczni", jak słusznie zauważa Wywrotowiec. Fakt.
Oczywiście zdarza się, że dostępna praca w żaden sposób nie spełnia wymagań naszego pracownika 45+, nie każdy bowiem, chce pracować w zawodzie, który mu nie pasuje (np. perspektywa dalekich dojazdów). Drogą dla takiej osoby może być (i często jest) samozatrudnienie. I nie należy zrażać się przykładem mojego kolegi-inżyniera. Dobry pomysł na własną działalność może przynieść sukces. Znam przypadek kilku pań po 50., które stworzyły firmę zajmującą się czyszczeniem sprzętu biurowego: telefonów, faksów, obudów komputerów, monitorów (oczywiście przy użyciu profesjonalnych preparatów). Firma złożyła ofertę do kilku dużych firm..... i poszło (nie każdy lubi, gdy sprzątaczka przetrze mu monitor ścierką do szyb albo gdy słuchawka jego telefonu "pachnie" lizolem. Swoim nieskomplikowanym pomysłem trafiły w zapotrzebowanie rynku, teraz zaczynają zatrudniać uczniów i studentów, aby zrealizować coraz więcej zleceń. Wystarczył dobry pomysł i odrobina elastyczności (praca w nocy). Przykłady można mnożyć, ale podam jeszcze jeden, który dobitnie pokazuje, że inicjatywa popłaca.
Rozmawiałem ostatnio z bardzo miłym panem, Kanadyjczykiem polskiego pochodzenia, liczącego niespełna 60 lat. Pan ów, rozważał jak będzie wyglądało życie po przejściu na emeryturę. Swoją emeryturę obliczał na około 1000 dolarów, prawie tyle ile wynosi obecnie jego rata za hipotekę domu. Oczywiście już kilkanaście lat temu zaczął inwestować środki z myślą o jej zwiększeniu, co da mu dodatkowo około 1600 dolarów (założył, że emeryturę będzie pobierał 20lat). Mając w sumie 2600 dolarów może spędzać swoją emeryturę we względnym bezpieczeństwie socjalnym, o ile oczywiście nie będzie prowadził zbyt przyjemnego trybu życia. "Piękne damy, grzane wino". Oczywiście, sprzeda swój dom, a za różnicę [cena sprzedaży-pozostały do spłaty kredyt] kupi za gotówkę mniejszy, przytulny domek. O zakupie pomnika na cmentarzu (ulubiona rozrywka starszych Polaków) nie myśli wcale. A co go łączy z naszym pracownikiem 45+.... Otóż nasz bohater, w wieku 50 lat stwierdził, że dotychczasowa praca jest wprawdzie bardzo interesująca (projektował rafinerie, platformy wiertnicze itp), ale on dostaje za mały kawałek tortu. ZWOLNIŁ SIĘ !!!! i założył własną firmę projektową. Wprawdzie milionów nie zarobił, in fact jego sytuacja finansowa nie poprawiła się tak bardzo, a obowiązków przybyło (trzeba było samemu szukać klientów), ale nie, jak mówił, nie żałuje, bo poczuł się (w końcu) panem własnego losu. Przykład dość optymistyczny, prawda?

Co powinno zrobić państwo, w celu aktywizacji zawodowej ludzi po 45 roku życia. Na pewno nie wydawać setki tysięcy, a może kilka miliony złotych na wzruszające spoty z panią przy biuru, na wysypisku. Państwo powinno wprowadzić programy pomagające przejść do samozatrudnienia, upowszechnić kursy małej księgowości, obsługi komputera, wprowadzić preferencje podatkowe, zwolnienia z opłacania składek ZUS, system bezzwrotnych pożyczek na rozpoczęcie działalności (oczywiście dokładnie rozliczanych). A przede wszystkim należy tak skonstruować system, że upadek firmy nie będzie zwykle oznaczał upadku finansowego jej właściciela (oczywiście chodzi o zobowiązanie wobec ZUS i US). Potrzeba jest po prostu mądrej polityki społecznej.... i ciągłego promowania przedsiębiorczości. Nawet, jeśli działalność firmy będzie ograniczała się do ręcznego haftowania obrusów przez jej twórczynię, które sprzeda na Allegro (początkowo może przy pomocy wnuczka, a potem już sama). Praca 45+ może oznaczać pracę na własny rachunek.

Przedsiębiorczość, przedsiębiorczość i jeszcze raz przedsiębiorczość.

11 komentarze:

Slawkas pisze...

Przedsiębiorczość - zawsze stwarza jakieś przynajmniej perspektywy. Oczywiście nie daje gwarancji, ale na nic w życiu nie ma gwarancji. Do przedsiębiorczości dodałbym jeszcze solidność. Znam kilka osób prowadzących różne rodzaje działalności, i nie są to jacyś krwiopijcy, tylko naprawdę przyzwoici ludzie. Łączył ich ten sam problem - nie mogli znaleźć dobrych i lojalnych pracowników, czasem w ogóle pracowników. I to na Lubelszczyźnie, gdzie rzekomo nie było pracy prze lata. Teraz wiadomo, doszły jeszcze wyjazdy ;)

Mariusz pisze...

Oczywiście, ale przyznasz, że pracownicy 45+ (określenie trochę jak JP2 czy B16) mogą być jakimś sposobem na wypełnienie luki. Są też zazwyczaj solidni, im starsi tym solidniejsi :) Wszystko działa w obie strony, jednym i drugim musi się chcieć.

Wesoły Terrorysta pisze...

Matriks - piszesz dokładnie to, o czym myślałem.
Po pierwsze - nie uważam, że pracownicy 45+ (fantastyczne oznaczenie) są masowo zwalniani. Tak chyba myślą jakieś rządowe agencje i ministerstwa, wydające kasę na spoty i billboardy.
Drugie primo - uważam, że w warunkach wolnego rynku (a więc i w Polsce) nie zwolni się nikogo tylko dlatego, że jest stary (starszy, żeby się nikt nie obraził:)), ale dlatego, że nie spełnia innych wymogów firmy. Mówiąc krótko - nie tworzy wartości dodanej. "Byznes ys byznes" i nie ma miejsca na sentymenty.
Po następne - miast kampanii (swoja drogą niezłej) potrzebne są rozwiązania systemowe (słynny ZUS to czubek góry lodowej, ale chyba ten, który w całości jest nad powierzchnią wody).
Po ostatnie - jakaś kampania mogłaby się przydać, owszem - ale targetem powinni być 45+. Niech ich ta kampania przekona, że warto w siebie uwierzyć i WALCZYĆ! Nawet przy obecnym systemie można sobie pozwolić na szaleństwo samodzielności, ale to wymaga zmiany mentalności, nieco skrzywionej przez 50 lat komunizmu.

Mariusz pisze...

@BT: Dokładnie, choć 45+ to bardzo trudny target, im bardziej +, tym trudniejszy. Wielu woli pilnować osiedli za 3,5 na godzinę (jak jałmużna, tylko pewna), niż zająć się choćby (podejrzewam, że lepiej płatną) produkcją mioteł czy koniakowskich koronek :)

Wesoły Terrorysta pisze...

Matriks - dla trudnego targetu też są kampanie. Kwestia odpowiedniej agencji. Poza tym - grupa 45+ się stale powiększa, z biologią nie wygrasz. Ergo - kampania mogłaby być skierowana też do tych, którzy wkrótce wpadną do koszyka z napisem "Powyżej 45 lat", ale nie myślą kategoriami wolnego rynku. Bo obecna kampania propaguje myślenie typu "mam 45 lat i więcej, ale jestem wartościowy, więc praca należy mi się jak psu buda". A niestety tak nie musi być. Dlaczego zakładanie własnych firm jest propagowane wyłącznie wśród młodych? Stereotypy rządzą:)

Wesoły Terrorysta pisze...

Od siebie dodam, że choć obecnie jestem "najemnikiem", to planuję przejść na własny biznes, aby w przyszłości, jako "czterdziestopięcioplusowiec", nie czekać z niepokojem, co się stanie...

Mariusz pisze...

@BT: Masz oczywiście rację... i tu wracamy do punktu wyjścia, nawet zaktywizowani 45+ muszą mieć "spadochron" od państwa, żeby ryzyko nie było dla nich za duże.

Slawkas pisze...

Nie znam się na teorii biznesu, więc nich ktoś mnie poprawi,jeśli błądzę. Zapytam, czy zachęcanie w całości pokolenia ludzi już ukształtowanych, do podejmowania ryzyka w biznesie ma sens?

Gdy używam słowa przedsiębiorczość, mam na myśli zaradność, chęć i otwartość na zmiany, zdolność do stawienia czoła życiowym wyzwaniom przez wyjście poza schemat, umiejętność wyjścia poza sytuację i ucieczkę do przodu wreszcie.

Nie należy przedsiębiorczości kojarzyć z działalnością biznesową. W większości przypadków taki krok jest niemożliwy do podjęcia, a wykonany - może przynieść katastrofę. Na to jest dużo więcej przykładów niż na przedsięwzięcia zakończone powodzeniem.

Mariusz pisze...

@Slawkas "Zapytam, czy zachęcanie w całości pokolenia ludzi już ukształtowanych, do podejmowania ryzyka w biznesie ma sens?" - oczywiście, że nie. Tylko tych, którzy chcą być aktywni, ale nie wiedzą jak.

"W większości przypadków taki krok jest niemożliwy do podjęcia, a wykonany - może przynieść katastrofę." - uważam, że nie masz racji. Taki krok zawsze jest możliwy. Natomiast, owszem, może przynieść katastrofę, i właśnie tu widzę rolę państwa w niwelowaniu ryzyka i edukacji.

"Na to jest dużo więcej przykładów niż na przedsięwzięcia zakończone powodzeniem." - T.A.Edison: "Wielu życiowych rozbitków to ludzie, którzy nie zdawali sobie sprawy, jak bliscy są sukcesu, kiedy się poddali."

Przedsiębiorczość, masz rację, można różnie definiować, ale niezależnie od tego czy mamy na myśli zaradność czy podejmowanie inicjatyw gospodarczych, jest bardzo potrzebna wszystkim, nie tylko 45+. Bo inaczej... marazm.

Moi rodzice (weszli niedawno do grupy 60+) kupują właśnie nieruchomość nad Morzem Czarnym, gdzie chcą spędzić emeryturę (morze, plaża, klimat śródziemnomorski, i wreszcie bardzo niskie ceny na Ukrainie). Dobry przykład mobilności i przedsiębiorczości.

Slawkas pisze...

Przykład twoich rodziców jest dobry, i to mi właśnie chodzi, to nazywam przedsiębiorczością.

Co do inicjatyw gospodarczych, gdzieś tam czytałem, że tu krytyczny wiek przebiega ok. trzydziestki. Do tego momentu powinno się zacząć. Potem schody mogą się okazać nie do przejścia. Nie w sensie technicznym, tylko odniesienia sukcesu. Sukcesu w biznesie - bo wcale to nie oznacza porażki życiowej. Przeciwnie, wiele osób nie chce prowadzić działalności gospodarczej na własny rachunek, bo to oznacza totalne zaangażowanie. Wykwalifikowana praca najemna daje więcej swobody. To wszystko jest kwestia psychiki i potrzeb, nie ma rozwiązań obiektywnie lepszych.

Mariusz pisze...

@slawkas: Jasne, ale nie chodziło mi (a przynajmniej nie tylko)o profesjonalne inicjatywy, "od zera do milionera", ale drobną działalność, gdy nie ma pracy najemnej. Gdy nie chodzi o sukces, tylko przeżycie.
Co do swobody pracy najemnej... :) wiem coś o tym. W domu poświęcam czas córeczce, dopiero w pracy....... :)