"Początek to czas dla podjęcia najsubtelniejszych działań, by wszystko znajdowało się na swoim miejscu"
(Frank Herbert "Diuna")
(Frank Herbert "Diuna")
Nie sposób nie zgodzić się z tą sentencją. Pokażcie mi chirurga, który przystępuje do operacji bez przygotowania lub przeprowadza ją bez planu. Nawet, przeprowadzając tracheotomię w sytuacji zagrożenia życia (lepiej tego nie robić amatorsko) należy określone czynności przeprowadzić w określonej kolejności i w określony sposób. W przeciwnym razie osoba, którą ratujemy nigdy nam nie podziękuje, nie będzie w stanie w stanie. O ile w ogóle przeżyje, raczej nic artykułowanego już od niej nie usłyszymy. Inną sprawą jest pewność, że wie się, co się robi, ma się wiedzę, wolę, predyspozycje niezbędne do realizacji zamierzeń. Niezależnie, czy mamy do czynienia właśnie z tracheotomią (aby nie była wyrafinowaną formą podcięcia komuś gardła), czy też z gotowaniem jajek (zapalenie zapalniczki nie jest ostatnią pozycją w algorytmie).
Tak czy inaczej, działania podjęte na początku w dużej mierze determinuje późniejszy przebieg procesu, aż do jego końca. Projekty spieprzone na początku, rzadko kończą się sukcesem.
Mija sto dni działalności rządu Premiera Donalda Tuska, który zastąpił na tym stanowisku Premiera Jarosława Kaczyńskiego. Sto dni dość obfitujące w wydarzenia. Sto dni można chyba nazwać początkiem... Jaki był to początek...? Jak go oceniać...?
Wydaje mi się, że na ocena zjawiska powinna nastąpić po jego zakończeniu, wedle zasady "po owocach ich poznacie". Cóż to jest 100 dni? Nic. W ciągu stu dni można ocenić tylko styl i ogólny kierunek rządzenia. Co do stylu, ludzie lubią Tuska nie za jego zalety, ale brak wad. Lubią go za to, że nie jest Kaczyńskim. Wielu wyborców oddało głos na PO tylko po to, by dorżnął watahę. Na tej zasadzie wzrost notowań rządu Tuska jest wprost proporcjonalny do oceny tego rządu przez braci mniejszych i ich akolitów. I tak, być powinno. Pomijam już fakt, że kampanie pisowskich spin-znachorów mogą trafiać do przekonania tylko tym, którzy i tak są żelaznym elektoratem PiS, czyli nie zmieniają nic w sferze przekonań.
Ciekawa notka w blogu "Mi to lotto"
Jeśli chodzi o strategię rządu Tuska, cóż, nie jest za specjalnie... Zaniechano podjęcia najbardziej drażliwych, drastycznych i niepopularnych reform. Niechęć ta jest oczywiście spowodowana troską o przyszłe wybory prezydenckie, które moim zdaniem wygra Donek. Choćby dlatego, że nie będzie żadnego liczącego się rywala. Jedyny, Lechujarek, odpadnie w momencie, gdy wzorem prezydenta Słowenii Janeza Drnovszeka (który 2 dni temu zmarł, niech spoczywa w spokoju) uda się do lasu zacznie żywić się korzonkami i rozmawiać ze zwierzyną. Lechujarka łączy z byłym prezydentem jeszcze jedno. Oceńcie sami:
"Mimo długiego doświadczenia politycznego, nigdy nie nawiązał bliskiego kontaktu ze społeczeństwem i zawsze zachowywał dystans. Pozbawiony charyzmy, wypadał słabo w wystąpieniach publicznych i na festynach."
To opinia Rzepy o byłym prezydencie Słowenii oczywiście, ale można się pomylić... Co do kondycji psychicznej... tajemnica "zimnego wychowu"...
Tusk może jeszcze osiągnąć sukces (czego wszyscy powinniśmy sobie życzyć, ze względów raczej oczywistych) i zrealizować swoje cele. Aby to zrobić, musi jedynie dokonać jednej tylko rzeczy: zacząć. Oglądając Chyżego Portiera (kłamię: nie oglądałem, nie czytałem) nauczyłem się, że żeby robić cuda, trzeba najpierw przynajmniej rękami pomachać. Niech Donek zacznie machać. Niech przeforsuje zmiany trudne, ale niezbędne zmiany systemowe.
Jedna rada: aby odwrócić uwagę społeczeństwa od trudnych reform, trzeba co tydzień odbierać immunitet i tymczasowo aresztować jednego pisowskiego polityka (sądy powinny się na to zgadzać, bo jak powiedział kiedyś Jaruś, sądy powinny się kierować w orzekaniu interesem narodowym, a to byłoby właśnie w tym interesie). Potem umieszczać ich razem z recydywą, w celach z kamerami i transmitować program "Nocne życie posła..." jako reality-show :)
Tak czy inaczej, działania podjęte na początku w dużej mierze determinuje późniejszy przebieg procesu, aż do jego końca. Projekty spieprzone na początku, rzadko kończą się sukcesem.
Mija sto dni działalności rządu Premiera Donalda Tuska, który zastąpił na tym stanowisku Premiera Jarosława Kaczyńskiego. Sto dni dość obfitujące w wydarzenia. Sto dni można chyba nazwać początkiem... Jaki był to początek...? Jak go oceniać...?
Wydaje mi się, że na ocena zjawiska powinna nastąpić po jego zakończeniu, wedle zasady "po owocach ich poznacie". Cóż to jest 100 dni? Nic. W ciągu stu dni można ocenić tylko styl i ogólny kierunek rządzenia. Co do stylu, ludzie lubią Tuska nie za jego zalety, ale brak wad. Lubią go za to, że nie jest Kaczyńskim. Wielu wyborców oddało głos na PO tylko po to, by dorżnął watahę. Na tej zasadzie wzrost notowań rządu Tuska jest wprost proporcjonalny do oceny tego rządu przez braci mniejszych i ich akolitów. I tak, być powinno. Pomijam już fakt, że kampanie pisowskich spin-znachorów mogą trafiać do przekonania tylko tym, którzy i tak są żelaznym elektoratem PiS, czyli nie zmieniają nic w sferze przekonań.
Ciekawa notka w blogu "Mi to lotto"
Jeśli chodzi o strategię rządu Tuska, cóż, nie jest za specjalnie... Zaniechano podjęcia najbardziej drażliwych, drastycznych i niepopularnych reform. Niechęć ta jest oczywiście spowodowana troską o przyszłe wybory prezydenckie, które moim zdaniem wygra Donek. Choćby dlatego, że nie będzie żadnego liczącego się rywala. Jedyny, Lechujarek, odpadnie w momencie, gdy wzorem prezydenta Słowenii Janeza Drnovszeka (który 2 dni temu zmarł, niech spoczywa w spokoju) uda się do lasu zacznie żywić się korzonkami i rozmawiać ze zwierzyną. Lechujarka łączy z byłym prezydentem jeszcze jedno. Oceńcie sami:
"Mimo długiego doświadczenia politycznego, nigdy nie nawiązał bliskiego kontaktu ze społeczeństwem i zawsze zachowywał dystans. Pozbawiony charyzmy, wypadał słabo w wystąpieniach publicznych i na festynach."
To opinia Rzepy o byłym prezydencie Słowenii oczywiście, ale można się pomylić... Co do kondycji psychicznej... tajemnica "zimnego wychowu"...
Tusk może jeszcze osiągnąć sukces (czego wszyscy powinniśmy sobie życzyć, ze względów raczej oczywistych) i zrealizować swoje cele. Aby to zrobić, musi jedynie dokonać jednej tylko rzeczy: zacząć. Oglądając Chyżego Portiera (kłamię: nie oglądałem, nie czytałem) nauczyłem się, że żeby robić cuda, trzeba najpierw przynajmniej rękami pomachać. Niech Donek zacznie machać. Niech przeforsuje zmiany trudne, ale niezbędne zmiany systemowe.
Jedna rada: aby odwrócić uwagę społeczeństwa od trudnych reform, trzeba co tydzień odbierać immunitet i tymczasowo aresztować jednego pisowskiego polityka (sądy powinny się na to zgadzać, bo jak powiedział kiedyś Jaruś, sądy powinny się kierować w orzekaniu interesem narodowym, a to byłoby właśnie w tym interesie). Potem umieszczać ich razem z recydywą, w celach z kamerami i transmitować program "Nocne życie posła..." jako reality-show :)


4 komentarze:
Początek rządu Tuska jest skrajnie trudny ze względu na totalne zniszczenie państwa przez Kaczyńskich. Może się okazać, że wszystko co on będzie w stanie zrobić z największym wysiłkiem, to powstrzymanie ostatecznej katastrofy. Gdzie tu teraz mówić o podźwignięciu.
Pomysł z metodycznym zamykaniem pisuarów wydaje mi się dobry jako odwrócenie uwagi. Jak zaczną robić wrzawę w swojej obronie, to nie będą mieli czasu dalej szkodzić w kraju.
Natomiast kary dla nich proponujesz moim zdaniem nie trafione. Reality show w więźniu, czyli sława i męskie towarzystwo, to jest właśnie to czego członkowie Zakonu Kawalerów Pisowych łakną jak powietrza. Ja bym raczej tych co się boją kobiet zatrudnił np. pośród pielęgniarek na ginekologii, a tym, co sami nie wiedzą co ze sobą zrobić, zamknął piwniczkę na wielką kłódkę. Widzenia z mamą tylko na wigilię.
Ech, co PiS zrobił z ludźmi... wyzwolił w nas najniższe instynkty. Czy kiedykolwiek pomyśleliśmy, aby to samo zrobić z jakimkolwiek politykiem SLD? Normalnie zniszczenia w psychice nie do naprawienia:(
Co do Donalda - masz rację, po 100 dniach to można najwyżej tabliczki na drzwiach zmienić, więc dziwię się, że PO dało się wplątać w imprezę pod tytułem "Studniówka". Powinni elegancko to zignorować i robić dalej swoje. No i z tymi wyborami prezydenckimi to nie jest takie pewne - mniej więcej od roku mówi się o tym, że Lecha może zastąpić Radek...
Nie tłumacz się - znasz tego satanistę Pottera na pamięć:)
@Slawkas: "Quae nocent, docent" - myślę, że rządy Kaczyńskich były potrzebne, bo przekonały ludzi, że to nie kryształowo czyści szeryfowie. Kaczyńscy dokonali największych spustoszeń, tworząc Republikę Kolesi, ale bali się dotykać gospodarki, więc mało w niej napsuli. Całe szczęście. Ślad jaki pozostawili to: laptopy, raporty Macierewicza, śmieszne konferencje Ziobry, karty SIM i spotkania rządu na ławce w parku itp.
Odnośnie show możesz mieć rację. A może eksperymenty medyczne??? :)
@WT: Wydaje mi się, że Radek poczeka na swoją szansę do czasu, aż Donek się skończy. Ludzie o lubią, ale to jeszcze za mało.
Portiera naprawdę nie czytałem :), ale nie dlatego, że jest satanistyczny, tylko dlatego, że jest nudny. Chcecie emocji i relatywizmu moralnego przeczytajcie cykl "Czarna Kompania" Glena Cooka :)
Prześlij komentarz