Gdzieś nieopodal Torrevieja, rok 2048.
Jesus de Salazar stał na wzgórzu przed Ośrodkiem. Patrzył na morze i białe plaże, tak charakterystyczne dla tego regionu, że nadawały mu nazwę: Białe Wybrzeże, Costa Blanca. Właśnie tu, nieopodal Torrevieja, w najładniejszym regionie hiszpańskiej Walencji, zbudowano Ośrodek. Jeden z największych kompleksów tego typu w Unii Europejskiej. A de Salazar, pomimo młodego wieku miał szczęście kierować tu jednym z ważniejszych działów – Farmako-Imprintingiem. Jednak to nie problemy zawodowe zaprzątały myśli Jesusa tego pięknego poranka. Myślami powrócił do chwili sprzed dziecięciu lat, gdy stał tak jak teraz na hiszpańskim wybrzeżu i patrzył na flotę, jakiej jeszcze nikt nigdy nie widział. Tysiące barek, statków towarowych, liniowców pasażerskich realizowało największą operację przemieszczenia ludności w historii ludzkości. Operację „Maghreb”, zwaną popularnie „Rekonkwistą”.
Europa długo nie zauważała, nie chciała zauważyć zmiany, która odmieniała oblicze ziemi, tej ziemi. Coraz większy odsetek ludności, która nie czuła żadnej więzi z Europą, jej kulturą czy historią (a nawet odczuwała do tej właśnie Europy, która dała im schronienie, żywiołową nienawiść), nie budził u lewicowych, przeświadczonych o swojej intelektualnej i moralnej wyższości elit żadnego zaniepokojenia. Z łamów opiniotwórczych mediów cierpliwie, niczym tępemu dziecku, tłumaczyli oni swoim poddanym, ops, swoim współobywatelom, że wszystko jest w najlepszym porządku, że czas odrzucić uprzedzenia, że zapowiedziane przez Samuela Huntingtona starcie cywilizacji to wierutna bzdura. Co więcej, twierdzili oni, stworzenie nowego, pozbawionego nienawiści, wielokulturowego społeczeństwa jest możliwe bez potrzeby integracji przybyszów z europejską cywilizacją, bez potrzeby zaakceptowania przez nich właściwego Europie pluralizmu kulturowego i religijnego. "Jedność w różnorodności" - krzyczeli a zachowywali się jak człowiek, który usiłując obłaskawić otaczające go wilki, otwiera sobie żyły i karmi je własną krwią... Głupcy, nie widzieli, że hodują potwora, który najbardziej na świecie pragnie upadku cywilizacji, która go przyjęła i ugościła. Już na początku XXI wieku, bodaj w 2008 roku, londyński imam Abdul jakiśtam obiecywał muzułmanom, że Allach nie ukarze ich za zbrodnie popełnione na niewiernych, nawet morderstwo czy gwałt, bo "sami sobie zasłużyli". To był początek.
Sytuacja pogarszała się z roku na rok. Niekontrolowana imigracja, ogromny przyrost naturalny wśród społeczności muzułmańskiej i przede wszystkim bierność "elyt" przyczyniała się do sytuacji w której coraz większe znaczenie zyskiwali fundamentaliści a opłacane przez państwa zachodu ośrodki kultury i szkoły religijne produkowały tabuny neotalibów, gotowych ponieść płomień dżihadu ospałej Europie. A Europa była usypiana ogłupiającą kołysanką nuconą przez tych, którzy wszystko wiedzą najlepiej... Do czasu... Ludzie mieli dość fałszywej, jednostronnej tolerancji. Dość brutalnych aktów przemocy, które "lewusy" tłumaczyły poczuciem wyobcowania i wzywały do zrozumienia i wyciągnięcia ręki do "zagubionych". Nie rozumieli, dlaczego w publicznych szkołach ich dzieci musiały brać udział w zajęciach "Nauka o Islamie". Ze zdziwieniem patrzyli, jak ich dzieci, po zajęciach z tolerancji, mówiły jakby padły ofiarą prania mózgu w jakiejś sekcie. Ze zgrozą zauważali, że bohaterem kreskówek oglądanych przez ich pociechy jest dzielny Snajper Juba, walczący z Wielkim Szatanem. Społeczne niezadowolenie narastało. Wzrastała popularność radykalnych partii, jak choćby Duńskiej Partii Ludowej czy Austriackiej Partii Wolnościowej. Przełom przyniosły trzy wydarzenia, które miały miejsce latem 2035 roku. Pierwszym było spalenie kościoła, w którym ślub ze swoim katolickim wybrankiem brała młoda Pakistanka. Sprawcami byli jej męscy krewni, którzy w ten sposób postanowili zmyć plamę na honorze. To, czy wraz kościołem spłonie około 200 gości, biorących udział w ceremonii, nie było im całkiem obojętne, bo zadbali o to blokując drzwi łańcuchem. Detonacja bomb ukrytych na trasie marszu milczenia, spowodowanym zakatowaniem na śmierć młodej muzułmanki, którą tata przyłapał na czytaniu Biblii, również podgrzała atmosferę. Ukoronowaniem serii była masakra dokonana podczas Światowego Dnia Młodzieży, podczas której miał przemówić Innocenty XIV. Papież nie dojechał, więc nie miał okazji zetknąć się, inaczej niż tysiące jego owieczek, z dużą ilością sarinu, dostarczoną na miejsce przez Tajną Grupę Dżihadu. Ludziom puściły nerwy... Przez Europę przelała się ślepa fala przemocy skierowana przeciwko obcym. Dochodziło do zamieszek, z którymi siły policyjne ledwie sobie radziły. Muzułmanie sięgnęli po broń... Padły pierwsze strzały, pierwsze trupy i na nic nie zdały się tłumaczenia intelektualistów, że to przecież była samoobrona, że winni są prawicowe "oszołomy", którzy nakręcają spiralę nienawiści. Nastąpiła eskalacja, w europejskich miastach krew pieniła się w rynsztokach. Policja albo biernie przyglądała się masakrom, albo brała w nich czynny udział. Względny spokój zaprowadziła dopiero interwencja sił zbrojnych... a patrzący na pobojowisko Europejczycy zrozumieli, że już nic nie będzie takie samo.
W następnych wyborach do Parlamentu Europejskiego miażdżącą przewagę uzyskali delegaci radykalnych partii narodowych... a po upływie niespełna trzech lat pierwsze statki zaczęły odpływać... w stronę Maghrebu.
... to jeszcze nie koniec tej historii
Jesus de Salazar stał na wzgórzu przed Ośrodkiem. Patrzył na morze i białe plaże, tak charakterystyczne dla tego regionu, że nadawały mu nazwę: Białe Wybrzeże, Costa Blanca. Właśnie tu, nieopodal Torrevieja, w najładniejszym regionie hiszpańskiej Walencji, zbudowano Ośrodek. Jeden z największych kompleksów tego typu w Unii Europejskiej. A de Salazar, pomimo młodego wieku miał szczęście kierować tu jednym z ważniejszych działów – Farmako-Imprintingiem. Jednak to nie problemy zawodowe zaprzątały myśli Jesusa tego pięknego poranka. Myślami powrócił do chwili sprzed dziecięciu lat, gdy stał tak jak teraz na hiszpańskim wybrzeżu i patrzył na flotę, jakiej jeszcze nikt nigdy nie widział. Tysiące barek, statków towarowych, liniowców pasażerskich realizowało największą operację przemieszczenia ludności w historii ludzkości. Operację „Maghreb”, zwaną popularnie „Rekonkwistą”.
Europa długo nie zauważała, nie chciała zauważyć zmiany, która odmieniała oblicze ziemi, tej ziemi. Coraz większy odsetek ludności, która nie czuła żadnej więzi z Europą, jej kulturą czy historią (a nawet odczuwała do tej właśnie Europy, która dała im schronienie, żywiołową nienawiść), nie budził u lewicowych, przeświadczonych o swojej intelektualnej i moralnej wyższości elit żadnego zaniepokojenia. Z łamów opiniotwórczych mediów cierpliwie, niczym tępemu dziecku, tłumaczyli oni swoim poddanym, ops, swoim współobywatelom, że wszystko jest w najlepszym porządku, że czas odrzucić uprzedzenia, że zapowiedziane przez Samuela Huntingtona starcie cywilizacji to wierutna bzdura. Co więcej, twierdzili oni, stworzenie nowego, pozbawionego nienawiści, wielokulturowego społeczeństwa jest możliwe bez potrzeby integracji przybyszów z europejską cywilizacją, bez potrzeby zaakceptowania przez nich właściwego Europie pluralizmu kulturowego i religijnego. "Jedność w różnorodności" - krzyczeli a zachowywali się jak człowiek, który usiłując obłaskawić otaczające go wilki, otwiera sobie żyły i karmi je własną krwią... Głupcy, nie widzieli, że hodują potwora, który najbardziej na świecie pragnie upadku cywilizacji, która go przyjęła i ugościła. Już na początku XXI wieku, bodaj w 2008 roku, londyński imam Abdul jakiśtam obiecywał muzułmanom, że Allach nie ukarze ich za zbrodnie popełnione na niewiernych, nawet morderstwo czy gwałt, bo "sami sobie zasłużyli". To był początek.
Sytuacja pogarszała się z roku na rok. Niekontrolowana imigracja, ogromny przyrost naturalny wśród społeczności muzułmańskiej i przede wszystkim bierność "elyt" przyczyniała się do sytuacji w której coraz większe znaczenie zyskiwali fundamentaliści a opłacane przez państwa zachodu ośrodki kultury i szkoły religijne produkowały tabuny neotalibów, gotowych ponieść płomień dżihadu ospałej Europie. A Europa była usypiana ogłupiającą kołysanką nuconą przez tych, którzy wszystko wiedzą najlepiej... Do czasu... Ludzie mieli dość fałszywej, jednostronnej tolerancji. Dość brutalnych aktów przemocy, które "lewusy" tłumaczyły poczuciem wyobcowania i wzywały do zrozumienia i wyciągnięcia ręki do "zagubionych". Nie rozumieli, dlaczego w publicznych szkołach ich dzieci musiały brać udział w zajęciach "Nauka o Islamie". Ze zdziwieniem patrzyli, jak ich dzieci, po zajęciach z tolerancji, mówiły jakby padły ofiarą prania mózgu w jakiejś sekcie. Ze zgrozą zauważali, że bohaterem kreskówek oglądanych przez ich pociechy jest dzielny Snajper Juba, walczący z Wielkim Szatanem. Społeczne niezadowolenie narastało. Wzrastała popularność radykalnych partii, jak choćby Duńskiej Partii Ludowej czy Austriackiej Partii Wolnościowej. Przełom przyniosły trzy wydarzenia, które miały miejsce latem 2035 roku. Pierwszym było spalenie kościoła, w którym ślub ze swoim katolickim wybrankiem brała młoda Pakistanka. Sprawcami byli jej męscy krewni, którzy w ten sposób postanowili zmyć plamę na honorze. To, czy wraz kościołem spłonie około 200 gości, biorących udział w ceremonii, nie było im całkiem obojętne, bo zadbali o to blokując drzwi łańcuchem. Detonacja bomb ukrytych na trasie marszu milczenia, spowodowanym zakatowaniem na śmierć młodej muzułmanki, którą tata przyłapał na czytaniu Biblii, również podgrzała atmosferę. Ukoronowaniem serii była masakra dokonana podczas Światowego Dnia Młodzieży, podczas której miał przemówić Innocenty XIV. Papież nie dojechał, więc nie miał okazji zetknąć się, inaczej niż tysiące jego owieczek, z dużą ilością sarinu, dostarczoną na miejsce przez Tajną Grupę Dżihadu. Ludziom puściły nerwy... Przez Europę przelała się ślepa fala przemocy skierowana przeciwko obcym. Dochodziło do zamieszek, z którymi siły policyjne ledwie sobie radziły. Muzułmanie sięgnęli po broń... Padły pierwsze strzały, pierwsze trupy i na nic nie zdały się tłumaczenia intelektualistów, że to przecież była samoobrona, że winni są prawicowe "oszołomy", którzy nakręcają spiralę nienawiści. Nastąpiła eskalacja, w europejskich miastach krew pieniła się w rynsztokach. Policja albo biernie przyglądała się masakrom, albo brała w nich czynny udział. Względny spokój zaprowadziła dopiero interwencja sił zbrojnych... a patrzący na pobojowisko Europejczycy zrozumieli, że już nic nie będzie takie samo.
W następnych wyborach do Parlamentu Europejskiego miażdżącą przewagę uzyskali delegaci radykalnych partii narodowych... a po upływie niespełna trzech lat pierwsze statki zaczęły odpływać... w stronę Maghrebu.
... to jeszcze nie koniec tej historii


12 komentarze:
Olej spamera. Masz i tak...ekhm..."fajniusi blogasek":)
Tekst świetny! Zawsze, gdy spotykam się z taką wizją Europy przyszłości, przypomina mi się opowiadanie Ziemkiewicza z książki "Czerwone dywany, odmierzony krok" - tam hasła "Wolność, równość, braterstwo" były napisane po francusku i arabsku, tuż obok "Allah jest wielki". Właśnie tak może wyglądać Europa - ale postępowe, lewicowe siły zdają się tego nie widzieć i w imię politycznej poprawności (oby zgniła jak najszybciej) każą nam się wyzbywać asertywności...
Aha - jeszcze jedno: nie zastanawiałeś się może nad pisaniem opowiadań? Nieźle zarysowałeś świat...
Bosh! JaqiCoolovvyPo$cik!!!!!!!!!! ja tesh mushe ZoSt/-\vvIc komci@ ^smile^
Wyznawcy mitu 'jedności w różnorodności', fanatycy 'politycznej poprawności', lewicowi 'intelektualiści' etc w swoich kalkulacjach pomijają tę jedną drobnostkę, że niczego nie da się przeprowadzić wbrew ludziom, a ludzie w swojej masie kierują się zdrowym rozsądkiem i zdrowo pojętym własnym interesem. To samo próbował komunizm, którego są mentalnymi spadkobiercami, i przepadł. Tylko za jakim kosztem. Czy nasze dzieci, a może już i nas to obejmie, musimy znowu płacić straszną cenę za naprostowanie czyichś idiotycznych utopii?
Świetny tekst, czekam na c.d.n. :)
@slawkas: zaplułem monitor ze śmiechu:) Gdzieś Ty się tak nauczył pisać? I co to są skórki do ogejma?:)
Wiesz - może to musi być wg zasady "jak sie nie psewrócis - to sie nie naucys". Więc im bardziej próbuje nam się wmówić, że to wszystko jest dobre, tym bardziej budzi się w ludziach świadomość...
@WT: Dzięki, ale poczekaj do końca...
Jeśli chodzi o Ziemkiewicza, to chodzi Ci o opowiadanko "Źródło bez wody". Znam, mocne i bardzo przerażające.
Wydaje mi się, że lewica obyczajowa chce we wdzięcznych imigrantach znaleźć rezerwuar wyborców. Poza tym, zrobienie z Europy kotła, gdzie zasady są miękkie jak wosk, też ułatwia sprawę. Stalin robił to samo, mieszał całe narody, wyrywał je z naturalnego środowiska, tak, aby ludzie stracili oparcie w rzeczach trwałych i niezmiennych.
... zastanawiałem się, jednak, póki co, bardziej wolę czytać niż pisać :)
@Slawkas: w pełni się z Tobą zgadzam, ale może to i dobrze... Ewolucja, rozwój nie następuje w sielankowym otoczeniu, ale w ogniu walki, na pobojowiskach (gdyby było inaczej, dalej siedzielibyśmy na drzewach), więc może i to przyniesie pozytywny skutek. Tak jak komunizm nauczył nas, nie ufać ludziom oferującym jakieś egzotyczne utopie. 'Wt' ma rację: "jak sie nie psewrócis - to sie nie naucys".
"Bosh! JaqiCoolovvyPo$cik!!!!!!!!!! ja tesh mushe ZoSt/-\vvIc komci@ ^smile^" - to chyba wyrafinowany kod Duńskiego Łącznika, aby zmylić harcerzy Maciorki :) Ponieważ to popłuczyny Jara, to oczywiście nie zrozumieją nic ;)
Panowie, a wiecie moi mili, że Juba to postać prawdziwa... Snajper (snajperzy???) z Bagdadu, który chwali się odstrzałem kilkudziesięciu żołnierzy amerykańskich... i puszcze filmiki z wykonania w necie....
Hmmm...nie wiedziałem. Jakaś taka kultowa postać dla małych terrorystów? W sumie może w bajkach też będzie - skoro teraz palestyńska myszka Miki nawołuje do wyrżnięcia niewiernych...
@wt & mariusz: akurat ukończyłem eksternistycznie kurs pisma pokemoniastego, sprawdźcie na Nonsensopedii, to wykorzystałem. To była wprawka, nawet nie macie pojęcia ile teraz widzę błędów;) Szkoda, że całkiem zniknęły wpisy, które mnie zainspirowały, bo teraz to jest trochę ni przypiął ni przyłatał.
Co do przyszłości, to nie widzę co jest lepszego w tym, że nasze dzieciaki będą się lać na ulicach z obcymi zamiast normalnie wykłócać się przy wódce ze swoimi:)
Tak, tylko, ze gdzie Jubie tam do Simo Häyhä:). Chociaz gostek (gostkowie) ma zasady - czego nie mozna powiedziec o innych islamskich bojownikach.
Akh(flechm)med i tak rzadzi:)
@Slawkas: Chodziło mi nie tyle o naparzanie się z jakimiś "burnusami", ale o konflikt kulturowy, który spowoduje, że usypiane propagandą masy obudzą się.
... ale patetycznie mi to wyszło :)
@Doman: ... łoj, a kto to jest Simo Häyhä???
Prześlij komentarz