Jesus mógłby tak stać do sjesty, jednak brutalna rzeczywistość wdarła się do świadomości przybierając postać ręki chwytającej go za ramię.
- Jazz, wszędzie Cię szukałem. Nie było Cię na prelekcji dr. Muller... no i zaraz mamy przyjęcie nowej grupy. Coś się tak, kurwa, zamyślił, goju nieobrzezany? - Jak się okazało brutalna rzeczywistość miała twarz Ezechiela Modeny, dyrektora administracyjnego Ośrodka, prywatnie jednego z nielicznych przyjaciół Jesusa.
- Problemem dr. Muller jest absolutny brak mózgu i nie będę tracił czasu na jej pseudonaukowe wywody - irytacja nieładnie wykrzywiła twarz Jesusa. Helga Muller była kierowniczką działu Modyfikacji Behawioralnej, z którym dział Salazara toczył bezustanne boje kompetencyjne. Przyczyną konfliktu było przekonanie obojga, że to ich poletko ma kluczowe znaczenie w realizacji celów Ośrodka, a dział przeciwnika może stanowić tylko użyteczne uzupełnienie kuracji. Na tym tle toczyła się bezustanna wojna podjazdowa. - A co do zamyślenia to zebrało mi się na wspominki. Wielka Armada... -
- Taaa, miły to był widok, trzeba było wszystkich ich wyrzucić, a nie jakieś głupie komisje tworzyć. Luźniej by było – zaśmiał się Modena.
- A przez Ciebie przemawia nienawiść na tle rasowym, Żydu – Salazar, zirytowany wcześniej wizją nalanej mordy Muller, teraz naprawdę się zdenerwował – My tylko usunelismy śmieci, nie z powodu, kim byli, ale z powodu zagrożenia, które stanowili Nie bombardowaliśmy ich, nie burzyliśmy ich domów... - Salazar był zawsze dumny z prac Komisji Weryfikacyjnych, szczególnie, że sam w jednej z nich zasiadał. Cywilizowana Europa nie splamiła się czystką etniczną. Deportacje miały charakter wybiórczy, a proces wyłaniania „kandydatów” był niezwykle dokładnie przemyślany. Wysiedlenie miało objąć wyłącznie elementy niepożądane: imigrantów, którzy występowali czynnie przeciw spokojowi publicznemu; imamów wzywających do dżihadu i ich radykalnych zwolenników; imigrantów unikających pracy, za to czerpiących pełnymi garściami z systemu pomocy społecznej i wszystkich innych, którzy przybywając do Europy szybko stali się dla niej zagrożeniem i przekleństwem. Selekcja była procesem starannie przemyślanym, bo jak inaczej skutecznie oddzielić ziarno od plew. Komisje nie tylko analizowały życiorys i poglądy kandydata, materiały na jego temat, zgromadzone przez policje i specsłużby, ale też w przypadku wątpliwości kierowały delikwenta na badanie wariografem, podczas którego był pytany o rzeczy niezwykle ciekawe. Bezcenne okazało się też podpisanie umowy z firmą internetową, która udostępniła swoją historię wyszukiwania, historię przeglądanych stron i zawartość skrzynek mailowych należących do weryfikowanych. Nawet, gdy brakowało innych dowodów, to fakt, że pan Muhamad X. 24 września wpisał do wyszukiwarki frazę „bomba domowy sposób proszek do prania”, był dla komisji ciekawą poszlaką. Pomimo tego, że nieliczne głosy nazywały komisje „sądami kapturowymi” czy „trybunałami inkwizycyjnymi”, to jednak ich praca była rzetelna a niewinni nie mieli się czego bać. A w Izraelu co...???
- My się tylko broniliśmy. Przez dziesięciolecia żyliśmy w strachu przed jakimś nawiedzonym pojebem, któremu zachce się wybrać do Raju, wysadzając się w autobusie albo w tłumie na targu. Broniliśmy naszego życia, naszego domu... - Modena przybrał zbolały wyraz twarzy.
- No właśnie, wy mieliście rakiety, oni mieli nogi. Różnica tylko w środkach przenoszenia. Różnica polega na tym, że u nas bombami odpłacali nam za miejsce do życia, za miliardy euro zasiłków, które pobierali, za tolerancję dla ich religii, kultury, odmienności. A Izrael odpowiadał rakietami na bomby, oni bombami na rakiety. Wet za wet. Poza tym bardzo mnie dziwi te twoje „my”, „naszymi”... z tego co wiem nigdy nie byłeś w Izraelu, nawet wtedy, gdy można tam było pojechać nie ryzykując, że Ci druga ręka wyrośnie, albo drugi kutas...he, he, he -
- Nie złożyło się jakoś, piasku za dużo...ale my tu gadu, gadu a praca czeka. Trzeba coś pomyśleć w temacie tej grupy - Eza speszył się wyraźnie, widać był to temat, którego nie miał ochoty kontynuować.
- No tak, fajnie jest być semitą, ale niekoniecznie na radioaktywnej pustyni. Dobra, kończmy flaszkę i do domu, jak mawiają Polacy. Grupę rozdzielamy jak zwykle, według parytetu 50/50, choć ciężko na duszy, gdy pomyślę, że ta krowa dostanie choć jednego - teatralnie westchnął Salazar.
- Jeśli mogę spytać... - zapytał Eza, tłumiąc śmiech – Skąd ta niechęć. Oboje jesteście lekarzami, oboje robicie to samo. Dwie linie, ale produkt zjeżdża z nich taki sam.
- Chcesz wiedzieć, przygotuj się na dłuuugi wykład... Kiedy poradziliśmy sobie z ekstremizmem, sympatie polityczne pozostały przy partiach, które uratowały Europę. Poparcie nawet wzrosło, a co za tym idzie wzrosło przyzwolenie dla dalszych zmian... Bankructwo moralne tak zwanej „lewicy obyczajowej” zostało obnażone i nie mogła się ona przyczaić nawet w swoich tradycyjnych leżach... ośrodkach akademickich. Wielu z „myślicieli” postanowiło pokazać swoją solidarność z Abdulami i wyjechało razem z nimi. Szybko dojrzeli do powrotu. Cóż z tego, jeśli wcześniej zrzekli się obywatelstwa. Ich strata. Inni dostali w dupę, gdy wprowadzono zasadę neutralności światopoglądowej w systemie edukacji. Wszyscy ci neomarksiści, neotrockiści, maoiści i całą reszta hołoty nie miała zamiaru przestać mącić i straciła pracę, na uniwersytetach, w mediach... Chwilę później wypłynął temat, że jeśli jedne z tworów lewactwa okazały się być zatrutym owocem, to trzeba się przyjrzeć innym. Konkretnie chodziło o „akcję afirmacyjną” zapewniającą w życiu publicznym parytety dla uprzywilejowanych grup. Spytano, czy demokratyczny jest system, w którym w wyborach kobieta, zdobywszy 3000 głosów, wygrywa z mężczyzną, który zdobył ich 30000, tylko dlatego, bo miejsce jest zarezerwowane dla kobiety. Zastanowiono się też, czy istnieje jakikolwiek racjonalny powód, uzasadniający postulat rezerwacji 15% miejsc na wszystkich szczeblach administracji, dla aktywistów gejowskich, którzy i tak twierdzili, że to za mało, bo co piąty człowiek ma ich skłonności. Wyszło na to, że lewica obyczajowa zdechła, a jej dzieci żyją i mają się dobrze. Nie wiadomo dlaczego, bo ośmieleni brakiem lewicowej presji lekarze, zaczęli wracać do poglądu, że homoseksualizm nie jest jednak taki naturalny, jak im się wcześnie wydawało... że stanowi zaburzenie, które można i trzeba leczyć.
Właśnie wtedy na forum Parlamentu Europejskiego pewien polski delegat, Zbigniew Zero (znany dotychczas głównie z posiadania czterech dyktafonów na których wszystko, cały czas, nagrywał) zgłosił projekt ustawy, która obejmowałaby „dewiantów” przymusowym leczeniem. Wprawdzie Zero uzasadniając swój projekt, mówił odrobinkę bezsensu, co chwila podpierając się autorytetem jakiegoś na wpół zapomnianego papieża czy świętego, to jednak dyskusja, która nastąpiła później była już rzeczowa i merytoryczna. Ku zdziwieniu samego pana Zbigniewa ustawa, w kształcie trochę zmienionym (między innymi wyrzucono z tekstu powtarzające się kilkadziesiąt razy imię dawnego papieża) przeszła. I zapewniła polskiemu delegatowi swego rodzaju nieśmiertelność. Stał się bohaterem komiksów, a nawet pierwowzorem popularnej postaci w grze komputerowej: ZbigZero, który wykańcza swoich wrogów, rzucając w nich dyktafonami.
Ośrodki zorganizowano bardzo szybko. Początkowo tylko jako placówki badawcze, mające ustalić sposób leczenia. Były dwie opcje.
Pierwsza zakładała zmianę orientacji seksualnej za pomocą negatywnych bodźców. Wczepiano klientowi elektrody w pewne ośrodki mózgu, dokładano interfejs wirtuala i do dzieła. Pacjenta warunkuje się przy pomocy połączenia homoseksualnych scenek z negatywnymi bodźcami. Gdy w rzeczywistości wirtualnej dochodziło do zachowania intymnego, zaczynał on odczuwać ohydne smaki i zapachy, później przeraźliwy ból. Po wielu cyklach zabiegów ciało zaczynało reagować automatycznie. To tak, jak u psa Pawłowa: włączasz dzwonek i zaczynasz okładać psa kijem. Po pewnym czasie wystarczy, że tylko włączysz dzwonek, a pies sam moczy się ze strachu. I w żaden sposób nie może zapanować nad tą reakcją. To odruch. Tak jest i w przypadku Modyfikacji Behawioralnej krowy Muller. Po jej terapii homoseksualista znajdując się w sytuacji, która kiedyś wywołałaby podniecenie, odczuwa tylko przeraźliwy paraliżujący strach, nad którym nie panuje. Moczy się, traci przytomność, czasem doznaje udaru mózgu. Najśmieszniejsze jest to, że zmiana orientacji faktycznie nie następuje. Tworzy się poranionych psychicznie, nieszczęśliwych ludzi, którzy pomimo tego, że w grzechu już nie żyją, ale normalnych reakcji z płcią przeciwną też nie nawiązują.
Druga opcja: Imprinting Farmakologiczny miała prowadzić do wyleczenia homoseksualizmu środkami farmakologicznymi. Na początku XXI wieku naukowcy prowadzili badania w tym kierunku, nauczyli się nawet sterować orientacją seksualną u szczurów i królików, jednak środki na dalsze badania zostały cofnięte, pod presją gejowskich aktywistów, którzy przyrównali badaczy, nie wiedzieć czemu, do dr. Mengele. Gdy nastał czas bardziej sprzyjający dla niezbyt, wcześniej, poprawnych politycznie badań (to jest czterdzieści lat później), prace znów zostały podjęte. Tworzono coraz doskonalsze leki złożone z neuroprzekaźników i innych tworów wyrafinowanej biochemii, które w łatwy sposób, w połączeniu z pomocą psychologiczną, pozwalają na skierowanie każdego homosia na drogę normalności.... i wszystko to bez metod rodem ze średniowiecza, dziwnie kojarzących się z torturami, bez tworzenia psychicznych wraków... Sam oceń, która metoda jest lepsza. Niestety znaleźli się zwolennicy obu metod, więc obie funkcjonują obok siebie -
Eza popatrzył w zamyśleniu na Jesusa - Ale ty czasem wysyłasz niektórych swoich pacjentów do Muller, więc chyba jej metoda nie jest taka najgorsza... -
- Tylko tych, którzy po leczeniu, dalej prowadziliby taki tryb życia. Nie z powodu popędu, bo go już nie byłoby, ale traktując to jako manifest ideologiczny. W wybijaniu takich głupot z głowy Muller jest świetna, szkoda, że do niczego innego...
Salazarowi przerwał jakiś nagły tumult od strony wejścia do Ośrodka. Odwrócił się gwałtownie i zobaczył postać w szpitalnym wdzianku biegnącą w stronę wzgórz. Z ogolonej głowy obsenicznie sterczały mu końcówki świeżo wszczepionych elektrod. Za nim z budynku wypadli strażnicy. Salazar zobaczył, jak jeden z nich w biegu wyciąga służbową „dziewiątkę” i mierzy. Wysoko, za wysoko. - Strzelaj w nogi, cieciu jebany – wrzasnął Salazar – To ośrodek terapeutyczny a nie jakiś, kurwa, obóz koncentracyjny -
Strażnik posłusznie obniżył lufę, padły dwa strzały. Pod mężczyzną załamały się nogi, upadł ciężko w pył dróżki. Strażnicy podbiegłszy, zaczęli go wlec w stronę budynku. Strzelec, ze skruszonym uśmiechem, podszedł do Jesusa i Ezy.
- Przepraszam, panie doktorze, mój błąd. - wydawał się autentycznie zawstydzony - Lata temu, służyłem w Marsylii, a tam trzeba było plisnoła trafić w łeb, zanim nie rzucił granatem, albo się nie zdetonował. Jeszcze raz przepraszam.
- Dobrze, nic się ostatecznie stało. Proszę wracać do obowiązków – Salazar był dziś skory do wybaczania. W końcu dzień był taki piękny – Eza, powiedz mi więcej o tej grupie...
- Dostawa z Polski... wielu ukrywało się na obszarach słabo zaludnionych. Ciekawostką jest to, że mają dwóch, długo poszukiwanych aktywistów. Zaraz... mam tu ich nazwiska - Eza wyjął z kieszeni palma - Taaa. Szymon Prussak i Robert Stonka. Stare cioty... a mówiąc stare, mam na myśli naprawdę stare cioty. W okolicach siedemdziesiątki.
-Siedemdziesiąt... i jeszcze mogą? Powinni zakazać wspomagania dla gerontów - zaśmiał się Salazar - dobra... biorę ich, kuracji Muller i tak by nie przeżyli, choć dla nich byłaby najlepsza. Ale my ich wyleczymy. I wiesz co, Eza, tak sobie pomyślałem, z innej beczki. Mogli nie poddawać eutanazji tych wszystkich pedofili. Też byśmy ich wyleczyli.
-Za późno, Jazz, za późno
I to już koniec mojej małej wprawki literackiej. Zastanawiam się jakie jest prawdopodobieństwo, że nastąpi podobny rozwój wydarzeń. Przecież prawdą jest, że obecnie dominującą ideologią w Europie jest ideologia lansowana przez "lewicę obyczajową", i to niezależnie od tego jaka opcja polityczna rządzi w danej chwili. Spójrzcie na Polskę. Ledwo Kaczyński coś tam w swoim orędziu powiedział o zagrożeniu dla ładu moralnego, wyznawanego przez większość społeczeństwa i zagrożeniu instytucji tradycyjnego małżeństwa, a zaraz sześćset autorytetów napisało list otwarty do Prezydenta, protestując przeciw jego homofobii. Naprawdę, trzeba mocno ważyć słowa, aby nie narazić się na zarzut homofobii, ksenofobii, szowinizmu czy seksizmu.
Nie należę do żadnej z tych kategorii, ja to wiem, wiedzą to ci, którzy mnie znają. Ale czy to wystarczy...? Wystarczy, że "Salon" wypowie się, z moca wyroczni, że ktoś jednak jest homofobem, szowinistą czy seksistą, aby nim się stał. "Salon" o śladowym poparciu politycznym, ale jakże wielkich wpływach. Czy to jest porządane?
Czy to normalne, że decyzja co jest dobrem albo złem, leży w kompetencji gremium nieobieralnego, przekonanego o swojej nieomylności i wyższości moralnej i intelektualnej? Tak przekonanego o swojej nieomylności, że nie dopuszczającego żadnej dyskusji w tematach dla niego świętych (bo z "oszołomami" i "ciemniakami" się nie dyskutuje - można ich jedynie wyśmiać). Kto dał im to prawo? I, ile potrwa, zanim to prawo im odbierzemy?


9 komentarze:
Pozwoliłem sobie wykopać...świetne wpisy. Zobaczymy, czy tak będzie.
Kawał fajnej czytanki. Może od momentu wykładu o leczeniu homoseksualistów torchę załamanie rytmu. Ale dużo ciekawych spostrzeżeń:)
Na marginesie taka uwaga. Kiedyś dawno, gdy studiowałem prawo, podkreślano (upraszczając), że sankcji podlega c z y n zabroniony. Nie można nikogo karać za jego myśli, ani, poza ściśle określonymi przypadkami, za słowa. Jak się czasy zmieniły. Totalitaryzm znowu podnosi głowę, piętnuje słowa a przede wszystkim usiłuje narzucać sposób myślenia - tylko patrzeć jak pod groźbą sankcji!
@Cichy: Szczerze mówiąc mam wielką nadzieję, że tak nie będzie :)
@Slawkas: masz rację. Początkowo planowałem to jako retrospekcję, nie część dialogu. Chciałem też rozwinąć wątek Prussaka i Stonki :) Pominąłem też pomysł, że Szwecja wystąpiła z Unii i przyjęła wielu deportowanych. I co się w związku z tym stało... Jednak to post a nie mikropowieść, więc musiałem ciąć po skrzydłach. I stąd to złamanie rytmu :)
Najciekawsze w tym narzucaniu idei, sposobu myślenia, ograniczaniu swobody wypowiedzi jest to, że inicjatorem nie jest środowisko polityczne, ale opiniotwórcze. Politycy są w tym momencie tylko klientami "elyt", realizującymi ich zlecenia.
Szkoda, trzeba było pisać IV część, to jest zawaliste. Takich tekstów nie spotyka się często. No, ale łatwo się czyta i łatwo się mówi:)
Politycy są w tym momencie tylko klientami "elyt", realizującymi ich zlecenia.
+1 za to.
Ale czasem się zastanawiam, czyimi klientami są "elity"?
Ok, za jakiś czas napiszę o Szwecji (wspomniałem też o tym w cz. I). To naprawdę kraj, który śpiewa Unii pieśń przyszłości (która dla mnie strasznie brzmi). Więc może wyjdzie z tego coś fajnego.
Sądzę, że "elyty" to już ostatni stopień. Lubią po prostu być autorytetami, więc snują swoje oderwane od rzeczywistości wizje :) Na tzw. Zachodzie lewica socjalna przestała mieć rację bytu, bo co można jeszcze ugrać np. we Francji. A jak zabrakło tematów, przekształcili się w lewicę obyczajową. W Polsce sytuacja jest śmieszniejsza... Lewica socjalna straciła wyborców na rzecz socjalistycznego PIS (prawica socjalistyczna :) to chyba tylko w Polsce jest możliwe), a teraz szuka sposobu na przeżycie w hasłach obyczajowych. Tylko, że zawsze tak robiła, gdy się jej grunt pod dupą palił. A Polacy już rzygają tymi samymi tematami odgrzewanymi cyklicznie od 18lat. Co do Senyszyn bardziej od tego co mówi, interesuje słuchaczy jak mówi, i jak w danej chwili głupio jest ubrana :)
@Mariusz: Senyszyn ostatnio zaczęła się ubierać lepiej...powinieneś ją zobaczyć 5-8 lat temu:)
Slawkas ma rację - trzeba było pisać część 4, 5, 6...ile potrzeba. Bo kawał świetnego tekstu.
O nowoczesnej, liberalnej lewicy wypowiadałem się nieraz, więc moje zdanie znacie panowie... To, co jest określane mianem polskiej zaściankowości, powoli zaczyna się przebijać w innych krajach, a tym samym daje szanse, że młodzi, ambitni lewicowcy - o, pardon, socjaldemokraci - nie rozwalą tego wielowiekowego dziedzictwa europejskiego, które obecnie jest w lekkim odwrocie pod naporem krzyków mułłów z rosnących minaretów oraz wrzasków "chodźcie z nami" z platform wypełnionych półnagimi półmężczyznami.
@WT: Fajnie, że Ci się podoba, ale zdominowałoby to cały blog. Może (jak znajdę chwil kilka) napiszę powieść... Obiecuję, że umieszczę w niej postać "Wesołego terrorysty", "wesołego" bo przeleci połowę (ładniejszą połowę) zlotu feministek, a "terrorysty" bo wysadzi rano cały zlot w kosmos. I dostanie za to od papieża Order Rycerski Świętego Sylwestra, z dożywotnim prawem do czasu antenowego w Rydzyjku :)
@WT: Skleroza... Ciekawe, jest to, że radykalizm mułłów i gejowska ideologia, raczej nie idą w parze. Jedni najchętniej ukamienowaliby drugich :) A oba ruchy rosną w siłę, popierane przez to samo środowisko :) Czy w przyszłości pasowne do dłoni kamienie będą chodliwym towarem? Może trzeba kupić akcje jakiegoś kamieniołomu, jako długoterminową inwestycję?
:)
Prześlij komentarz