piątek, 15 sierpnia 2008

Parmigiani One-One-Five (na moim nadgarstku)


Moja blogowa aktywność zamarła na długi czas... Lato nie sprzyja blogowaniu... Tyle innych rzeczy..., ale wszystko co dobre kiedyś się kończy, czas więc powrócić do codziennych "obowiązków". Pierwszy post po "urlopie" chciałbym poświęcić wydarzeniu sprzed dwóch miesięcy (więc o odrobinę "zwietrzałej" aktualności), które sprawiło mi sporą frajdę.

Czternastego czerwca odbyło się doroczne Spotkanie Klubu Miłośników Zegarów i Zegarków. Jak zwykle było zajebiście. Prezentacje firm Glashütte i Parmigiani, Dirka Dorblutha z firmy Dornbluth&Sohn i pana Benharda Lederera z firmy BLU... no i oczywiście premiera długo oczekiwanej książki "Czas i urządzenia do jego pomiaru" autorstwa prezesa Klubu, pana profesora Zdzisława Mrugalskiego (mam egzemplarz z dedykacją). Było fajnie, choć oczywiście są rzeczy, które można było zrobić lepiej... ale zawsze można tak mówić "po" (prawda ta dotyczy nawet seksu :))

Na spotkaniu można było blisko, naprawdę blisko obcować z zegarkami, normalnie będącymi poza zasięgiem zwykłego śmiertelnika. Taki bliski kontakt, nawiązałem m.in. z zegarkiem Parmigiani 1-1-5. Był raz sobie niejaki Tilli Antonelli. Lubił jachty. Nie jakieś zwykłe łódki, ale Jachty, przez duże J. Lubił je tak bardzo, że postanowił je produkować. Postanowienie zrealizował i robi to od 1981 roku. Coraz bardziej wypasione, coraz bardziej ekskluzywne. Jego najbardziej ekskluzywnym jachtem jest stu piętnastostopowy Pershing 115.

Gdy Antonelli bawił się we Włoszech, w Szwajcarii swoją pasję rozwijał Michel Parmigiani. Było to zegarmistrzostwo. Po prostu, są ludzie, którzy uwielbiają dłubać w mechanizmach precyzyjnych. Zboczenie takie. Parmigiani najbardziej lubił dłubać w mechanizmach, które nie chciały działać i dłubał dopóki nie zaczęły. Szybko zyskał sławę człowieka, który potrafi naprawić czasomierze nienaprawialne. Michel nie chciał jednak na tym poprzestać. Zaczął sam konstruować złożone mechanizmy, wymyślać nowe rozwiązania, wdrażane później do produkcji, aż w końcu w 1996 roku, przy wsparciu rodziny Sandoz, otworzył własną manufakturę Parmigiani Mesure et Art du Temps, która rozpoczęła produkcję zegarków najwyższej klasy (oczywiście w krótkich seriach). W ofercie zaprakło jednak czasomierzy o wybitnie sportowym charakterze i dlatego w tym roku, Parmigiani i Pershing zawiązały współpracę, której owocem jest zegarek Parmigiani Pershing 1-1-5 (cena wersji w różowym złocie: prawie 55 000CHF). Jaki to owoc, widać na zdjęciach i chociaż nie „kręcą” mnie zegarki sportowe (wolę surową klasykę) to jednak muszę przyznać, że ten zegarek ma w sobie „coś”.

A dlaczego piszę tego posta? Oczywiście, żeby się pochwalić. I tak nie kupię tego zegarka, nawet gdybym pływał w oceanie gotówki. To nie mój styl. Natomiast z miłą chęcią reflektował bym, na te oto rękodzieło, wprost z Glashütte (Saksonia), Panotourbillon XL. O cenie nie będę nawet wspominał.

O czasie można powiedzieć jedno. Każda sekunda zbliża nas do grobu, ale jak piękne są urządzenia do pomiaru tego procesu...

4 komentarze:

Slawkas pisze...

Fakt, gdybym miał takie pieniądze, też nie kupiłbym takiego zegarka. Takiego jachtu też nie. Tak tu sobie piszę, chociaż chciałbym mieć szansę to udowodnić... Ale zegareczki przyciągają wzrok :)

Mariusz pisze...

Co do jachtu masz zupełną rację, ale zegarek... sportowy odpada, aleten Glashütte kosztuje 95000 euro i kupiłbym go, gdybym oczywiści posiadał takie wolne środki :)
Wejdź na stronkę www.glashuette-original.com i pooglądaj. Można tam zamówić katalog z płytą DVD o manufakturze i procesie produkcji. Mnie szczególnie spodobał się widok faceta który rzeźbi detal ręcznie, trzymając go pod mikroskopem. Widząc to (i inne rzeczy) człowiek przestaje się dziwić cenie :)

Uważam, że do Ciebie pasowałby Seiko Black Monster (pisąłem już o nim), mógłbyś na Brudnej Walce napisać posta "Śmiertelny atak przy użyciu zegarka" :)

Beata pisze...

nigdy, nigdy, nie miałam tej swiadomości, że czas do mojej podrózy za tęczę odmierzają takie piekne rzeczy...dzieki za uświadomienie do czego słuzy mój zegarek, będe o niego dbać:)

Mariusz pisze...

@Beata: Mam nadzieję, że masz mechaniczny (zegarek)... :)