środa, 30 kwietnia 2008

Requiem

Dies irae, dies illa
solvet saeclum in favilla,
teste David cum Sibylla.
Quantus tremor est futurus,
quando iudex est venturus
cuncta stricte discussurus.
Dzień ów gniewu się nachyla,
gdy w proch wieki zmiecie chwila,
świadkiem Dawid i Sybilla.
Będzie strach tam, będzie drżenie,
przyjdzie sędzia sądzić ziemię
a roztrząsać wszystko wiernie.

Kilka kobiet dziennie, tysiące rocznie jest mordowanych za splamienie "honoru" rodziny. Wczoraj na Onecie przeczytałem, że jordański sąd skazał na sześć miesięcy więzienia ojca, który w obronie "honoru rodziny zabił swoją 16-letnią córkę. Zresztą, "zabił" to w tym przypadku stanowczo zbyt łagodne określenie. Zakatował, zakatował z nieludzkim okrucieństwem, wydaje się określeniem bardziej adekwatnym na zmasakrowanie własnej córki pałką a następnie śmiertelne porażenie jej prądem. W Jordanii to już czwarta w tym roku ofiara tego typu "honorowych" zachowań. Na świecie są ich tysiące... coraz więcej w imigranckich środowiskach europejskich. W Europie, cywilizowanej i statecznej Europie, tak ceniącej indywidualną wolność jednostki, zdarzają się morderstwa z powodów tak błahych, jak zdjęcie hidżabu czy pójście na randkę. Morderstwa, których powodem nie są zasady religii (czytaj: islamu), ale prymitywne, plemienne zwyczaje, które przybysze przywieźli z sobą i jak widać, pieczołowicie kultywują. Jak to mówią: "Możesz wyciągnąć prymitywa z dżungli, ale nigdy nie wyciągniesz dżungli z prymitywa", czy jakoś tak... :) A ponieważ dzikusów w Europie przybywa... mówiąc "dzikusów", nie mam oczywiście na myśli rasy (bo rasistą nie jestem), ale poziom rozwoju kulturowo-cywilizacyjnego.

Wczoraj przeczytałem również ksiązkę Pawła Kempczyńskiego "Requiem dla Europy". Świetna lektura. Mocnymi atutami są sugestywny świat i wartka akcja. Na portalu Paradoksl znalazłem bardzo dobrą recenzję tej powieści, autorstwa Krzysztofa Księskiego. Pozwolę sobie zacytowac fragment:
"Powieść bowiem jest prawicową dystopią. Przedstawieniem ponurej wizji przyszłości Europy, zmienionej pod wpływem prądów myślowych wyraźnie dostrzegalnych we współczesnym świecie. Dominują z jednej strony feminizm i skrajny relatywizm kulturowy wpadający w permisywizm, a z drugiej islamizm oraz społeczny (bo w zasadzie nie prawny) rasizm wobec białej rasy, chrześcijaństwa i płci męskiej. Homoseksualizm jest nie tylko akceptowany, ale nawet uprzywilejowany w porównaniu z heteroseksualizmem. Biali mężczyźni zostają powszechnie umieszczeni w obozach resocjalizacyjnych, gdzie mają odpokutować za wieki prześladowań, jakie z ich strony spotkały kobiety i inne kultury oraz nauczyć się życia w urządzonym na nowo społeczeństwie miłości i tolerancji. Zjednoczoną Europą - kieruje Wielka Matka - pani prezydent. Władzę sprawują wyłącznie kobiety. To państwo totalitarne, pełne dysproporcji majątkowych, niesprawiedliwości społecznej i braku konsekwencji na każdym kroku. Zaś władza sądownicza sprawowana jest nie w oparciu o zasadę terytorialności prawa, ale osobowości prawa. Skutkiem tego ludność napływowa z Afryki i Azji - stanowiąca większość społeczeństwa futurystycznej Europy, jest sądzona według swoich praw, często zwyczajowych, nie zmieniających się przez wieki, które moglibyśmy z naszej perpektywy określić prymitywnymi."

Brzmi znajomo....?
Zachęcam do przeczytania "Requiem dla Europy".

niedziela, 27 kwietnia 2008

Zdążyć...


W środę, 30 kwietnia mija termin składania PIT-ów. Jak zwykle, większość z nas odkłada tą czynność na ostatnią chwilę. Nic dziwnego. Niechętnie rozstajemy się z naszymi ciężko zarobionymi pieniędzmi, szczególnie jeśli mamy świadomość, że lwia część owego przymusowej daniny zostanie roztrwoniona. Jednak mamy pewien wpływ na to, co się stanie z z malutką częścią tej kwoty. Skorzystajmy z niej.
Ustawodawca dał podatnikom możliwość przekazania 1% należnego podatku na rzecz Organizacji Pożytku Publicznego. Pełną ich listę możemy znaleźć TU. Można też skorzystać z e specjalnej wyszukiwarki. Do PITa wpisujemy nazwę organizacji, numer KRS i kwotę... kilka pociągnięć pióra może naprawdę pomóc...
W zeszłym roku podatnicy przekazali na rzecz OPP 105.438.000 złotych. Suma wydawałoby się poważna, ale pochodząca zaledwie od 6,49% podatników. Oznacza to, że ponad 93% podatników nie chciało się poświęcić kilku chwil, aby pomóc innym. Cóż, może byli zdania, że urzędnicy lepiej spożytkują ich pieniądze. Może zniechęciła ich konieczność osobistego przelewu na rzecz wybranej organizacji... Teraz ta przeszkoda została zniesiona. Skarbówka sama dokona przelewu (ciekawe w jakim terminie...). Do nas należy tylko wypełnienie trzech małych rubryk. Warto to zrobić. Sam zastanawiałem się, jaką organizację wybrać. Najpierw zdecydowałem, że musi ona pomagać w leczeniu chorych dzieci. Było ich wiele. W końcu zdecydowałem się na wsparcie organizacji działającej na dużą skalę, mającą ogólnopolski zasięg i bardzo konkretne osiągnięcia.

Każdy ma prawo wybrać organizację, która realizuje bliskie mu cele. Oświatowe, bezpieczeństwa publicznego czy charytatywne. Ja chciałbym zasugerować Wam wybranie Fundacji Dzieciom "Zdążyć z Pomocą". Obecnie Fundacja otacza opieką ponad 5 tysięcy chorych dzieci. Finansuje kosztowne leczenia, prowadzi też na terenie całego kraju placówki lecznicze, opiekuńcze, hospicja... Misją Fundacji jest ratowanie zagrożonego życia dzieci, przywracanie im zdrowia, wspieranie ich edukacji, niesienie pomocy w trudnych warunkach materialnych. Uważam, że jest to idea warta wsparcia, warta naszej pomocy... dlatego wypełniając zeznanie podatkowe, wpiszmy w odpowiednią rubrykę:

Fundacja Dzieciom "Zdążyć z Pomocą"
ul. Łomiańska 5, 01-685 Warszawa

KRS 0000037904

Chore dzieci są najbardziej bezbronnymi istotami na świecie. Instytucja pomagająca chorym dzieciom zasługuje na nasze wsparcie. Jedną z najłatwiejszych form takiego wsparcia jest przekazanie 1% podatku. Tylko kilka pociągnięć pióra... Dlaczego więc tego nie zrobić?

Ponieważ nie jestem w żaden sposób związany z Fundacją, a ten post wynika tylko z chęci wsparcia jej działań, ważne jest, aby osoby, które zdecydują się na wsparcie Fundacji "Zdążyć z Pomocą" zweryfikowały podane przeze mnie informacje, na stronie Fundacji. Dzięki.

środa, 23 kwietnia 2008

Wesołek

Bardzo się raduje ojciec sprawiedliwego, a kto spłodził mądrego, weseli się z niego
Niech się tedy weseli ojciec twój, i matka twoja; i niech się rozraduje rodzicielka twoja
Synu mój! daj mi serce twoje, a oczy twoje niechaj strzegą dróg moich
Bo nierządnica jest dół głęboki, a cudza żona jest studnia ciasna
Ona też jako zbójca zasadzki czyni, a zuchwalców między ludźmi rozmnaża
Komu biada? Komu niestety? Komu zwady? Komu krzyk? Komu rany daremne? Komu zapalenie oczów?
Tym, którzy siadają na winie; tym, którzy chodzą, szukając przyprawnego wina
(Ks. Przysłów 23:24-30, Biblia Gdańska)


Thessaloniki; A.D. 390


Magister militum Amonianusz zjeżdżał ze wzgórz, od wschodu kierując się do płonącego miasta. Słupy dymu biły w bezchmurne niebo. Towarzyszyła mu jedynie niewielka grupa ochrony, pod dowództwem zaufanego dekuriona. Reszta sił interwencyjnych była już w mieście, wypełniając rozkaz Basileusa Flawiusza Teodozjusza, autokratora Cesarstwa Rzymskiego. Rozkaz dania nauczki miastu, które tak srodze obraziło Cesarza, w żywe oczy kpiąc z prawa, które w swej mądrości ustanowił. W pamięci Amonianusza wciąż jeszcze żywe były słowa Cesarza sprzed dziesięciu lat: "Winni oni spodziewać się przede wszystkim pomsty Bożej, a następnie naszej kary stosownie do decyzji, którą powzięliśmy z natchnienia niebieskiego". Niestety, Thessaloniczanie zatwardziali w swym grzechu, za nic je mieli, kontynuując praktyki tak bardzo Bogu niemiłe. Wcześniej Teodozjusz wydał prawo pod groźbą śmierci sodomii zakazujące, a oni śmiali się tylko i dalej łamali prawo boskie i cesarskie. Teraz już na pewno dwa razy pomyślą zanim ich zaswędzi - pomyślał Amonianusz wypatrując jakiś ognisk oporu. Nie widział nic. Wszystko wskazywało, że jego wojsko objęło już pełną kontrolę nad miastem, oddając się teraz typowo żołnierskim rozrywkom, obejmującym grabieże, mordy i gwałty. Niekoniecznie w tej kolejności. Magistra zirytowało tylko podpalanie domów, tak jakby zachodzące słońce dawało zbyt mało światła dla tych rozrywek. A może smakują one lepiej przy świetle pożarów... Nieważne..., miasto nie miało być zniszczone, było zbyt ważne strategicznie, aby przestało istnieć. No i oczywiście było też ważnym źródłem podatków, by zakończyć sprawę definitywnie: ludność obrócić w niewolników, miasto spalić. To nie zachwyciłoby cesarza. Amonianusz podejrzewał, że biskup Ambroży też nie byłby zadowolony. Miasto miało tylko otrzymać nauczkę za swe podłe czyny i tak właśnie się stanie.
Magister militum zastanawiał się, czy musiało do tego dojść. Widocznie musiało, skoro doszło. Sodomia i inne zboczenia kwitły, herezja szczerzyła kły. I tylko sprawiedliwe prawa Teodozjusza strzegły Jego umiłowany lud przed stoczeniem się w otchłań. Zbrodnicze lekceważenie owych praw wykazał cyrkowy woźnica Patroklos, jawnie kopulując z mężczyznami i młodymi chłopcami. W swym bezwstydzie zwykł publicznie pokazywać swą ohydę. Gdy zgrzeszył publicznie przy samej agorze, poprzedni dowódca wojsk prowincji, Buteryk, kazał go aresztować i przykładnie ukarać. I wtedy, ku zaskoczeniu wszystkich, skażeni grzechem mieszkańcy wszczęli tumult w obronie sodomity. W walkach Buteryk zginął, a zadaniem Amonianusza stało się pomszczenie tej śmierci, pomszczenie zniewagi, jakiej doznał cezar i sprawienie, aby wszyscy potencjalni wichrzyciele dwa razy zastanowili się zanim zaczną łamać prawo. I tak się stanie.
Zamyślony Amonianusz zauważył, że skraj miasta jest już o rzut oszczepem a on ciągle jeszcze nie wysłał posłańców, aby zakazali podpaleń i zorganizowali gaszenie już istniejących pożarów. Naprawił szybko ten błąd i znów powrócił do rozmyślań nad marnością natury ludzkiej. Wtem jego rozmyślania przerwał tętent galopującego konia. Obejrzał się przez ramię i dojrzał zbliżającego się posłańca. Ten wyhamował gwałtownie i krzyknął: Quo vadis, domine?
Do miasta - odpowiedział rzeczowo Amonianusz - Czego?
Panie, przywożę rozkaz. Na prośbę Ambrożego cesarz kazał oszczędzić miasto... - krzyknął przejęty posłaniec.
Nieprzejęty Amonianusz odpowiedział: Na to już trochę za późno.

Nicea, A.D. 2030


Człowiek, którego tożsamość znało tylko kilka osób na świecie, znany w nielicznych kręgach jako "Wesołek", a opinii publicznej znany, głównie za sprawą swoich dzieł, jako "Wesoły Terrorysta", siedział w niewielkiej kafejce, sącząc poranne latte i leniwie spoglądając przez szybę. Po drugiej stronie ulicy widział front centrum hotelowo-konferencyjnego, złożonego z trzech skrzydeł budynku i baner umieszczony nad wejściem. Napis głosił: "Światowy Zlot Feministek. Precz z szowinistycznymi świniami. Stop fanatykom". -Dość jasna deklaracja idei - pomyślał Wesołek - Jak, kurwa, w "Seksmisji"
Lubił ten film. Bardziej niż komedię, postrzegał go jako trafne studium feminizmu. - Chłopa wam potrzeba, takiego, który przeheblowałby was porządnie - uśmiechnął się do swoich myśli - Ciekawe, dlaczego feministkami zostają tylko same brzydkie, i nie chodzi tylko o wygląd. Ale chyba już czas... -
Spojrzał na ulubiony czasomierz marki Vacheron Constantin. Oceniał, że uczestniczki zjazdu były już po panelu o wiele mówiącej nazwie "Alternatywny model rodziny 8+3 jako źródło społecznej siły" i udawały się teraz do restauracji na obiad. Czas zaczynać. Z kieszeni marynarki wyjął fiolkę i z uwagą przeczytał mikroskopijnych rozmiarów napis. "Stężone feromony. Przestrzegać maksymalnej dawki". Skrzywił się z niesmakiem (wolał ufać naturalnemu czarowi) i odłożył fiolkę do popielniczki. Znajdzie ją młody, pryszczaty kelner i jak podejrzewał, wykorzysta odpowiednio, do likwidacji trądziku.
Wesołek poprawił mankiety koszuli, machinalnie sprawdził złote spinki Montblanc, otrzepał niewidzialny pyłek z rękawa garniaka za 2000 euro i wyszedł na słoneczną ulicę.

Wesołek opuścił hotelowy pokój. Zanim zamknął drzwi zatrzymał go czuły głos - Spotkamy się jeszcze, misiu? -
- Lepszy miś od świni, ale... wątpię - z przekąsem opowiedział - Kup sobie masażera
Spojrzał na numer pokoju - 105 - z toaletą praktycznie zlokalizowaną na złączu dwóch skrzydeł budynku. - 205, 305, 405, 505, 605, potem 215 i tak dalej...- zwizualizował w pamięci plan - jeszcze dwa zrobię bez problemu, potem pozostanie zdać się na "niebieskie wspomaganie". Na końcu piwnica i piętro techniczne. Garaże zrobiłem dwa dni temu -
Wesołek dziarskim krokiem ruszył w kierunku schodów. - Przyda się mała rozgrzewka przed maratonem - mruknął do siebie.

Po wyjściu z 315 oparł się o ścianę, długo usiłując złapać oddech. W pokoju były dwie feministki, co oznaczało niezaplanowany wydatek energii. - Jeszcze, kurwa, trzy... Nie dam rady - zajęczał, usiłując nie poddać się panice - Muszę wytrzymać -
Wyjął z kieszeni małą tubkę, wycisnął na rękę zawartość i z westchnieniem ulgi włożył ją w spodnie. Po rozprowadzeniu lubryfikatora (z łagodzącym ekstraktem aloesu), wyjął małą fiolkę, wytrząsnął z niej dwie kapsułki. Po namyśle dodał jeszcze dwie. - Stymulanty to niebezpieczna zabawa - pomyślał spoglądając na zegarek - ale już piąta piętnaście i zostały trzy pokoje. Muszę wytrzymać. -
Apatycznym krokiem skierował się do windy...

O dziesiątej rano elegancko ubrany mężczyzna, jak zwykle od tygodnia, pił latte w tej samej co wczoraj kafejce. Widać było po nim krańcowe wyczerpanie. Po drugiej stronie ulicy miłe panie rozpoczynały właśnie dyskusję na temat "Samiec jako ewolucyjny ślepy zaułek". Słoneczko grzało, ptaszki śpiewały. Wesołek sięgnął do wewnętrznej kieszeni marynarki. Wyjął pudełeczko z jednym, zabezpieczonym pleksiglasową osłoną, guziczkiem. Ręka ważyła chyba tonę, tracił też czucie na końcach palców. Niezgrabnie zdjął osłonę i cały czas patrząc na hotel, nacisnął guzik.
Ptaki zamilkły. Powierzchnia kawy w filiżance zafalowała. Dopiero po chwili do uszu Wesoła dobiegł pomruk. W budynku naprzeciwko z kilku okien, położonych na styku skrzydeł, posypała się kaskada szkła. Wydawało się przez moment, że to już koniec a potem... potem budynek zaczął się składać. Osiadające elementy, pociągały za sobą całą strukturę. Trwało to sekundy, ale Wesołkowi wydawały się całą wiecznością. - Dla nich w środku do cała wieczność - pomyślał filozoficznie.
Proces nabrał tempa, kiedy coraz więcej pięter znikało w podziemnym garażu. Wreszcie, w miejscu, gdzie przed chwilą stał kompleks widać było nieprzypominającą niczego hałdę. Wesołek włożył w rachunek kilka euro i wyszedł prosto w tłum gromadzący się tłum. Na wietrze tańczył pobrudzony pyłem baner. "Stop fanatykom" było w tym momencie ironicznym requiem dla feministek.

Katakumby opactwa, kilka dni później

Biskup szedł mrocznymi korytarzami, w których od wieków znajdowały swój wieczny spoczynek kości zamieszkujących opactwo braci. Tu zawsze czuł wszechogarniającą atmosferę mistyki, pogłębianą jeszcze przez zawiłą konstrukcję z kości i czaszek, jakimi były wyłożone ściany. - Postronnej osobie wydawałoby się to sceną jak z taniego horroru - pomyślał biskup - ale to ostateczne poddanie, bracia na wieki jednoczą się z klasztorem, gdzie spędzili swe życie -
Jak zwykle nie usłyszał go, poczuł tylko obecność u swego boku. - Synu. Czytałem gazety. Dobra robota - cichym głosem, aby nie zakłócać spokoju zmarłych, powiedział biskup.
- Dziękuję, Ojcze. Nawet nie wiesz, ile mnie to kosztowało - równie cicho odpowiedział Wesołek. Biskup był jednym z tych nielicznych, którzy wiedzieli kim jest. Ponadto, pochodził z Polski jak on.
- Twoje koszty materialne zostaną z naddatkiem wyrównane. Inne zostaną Ci wynagrodzone w życiu przyszłym. Ważne, że z pomocą Świętego Jana Pawła Wielkiego, zdeptałeś węża. - Biskup wyjął z kieszeni cedrowe pudełeczko. - Synu... to Equester Ordo Sancti Silvestri Papae, Order Świętego Sylwestra... i Jego Świętobliwość przyznał go tobie za zasługi na rzecz pontyfikatu. Od tej pory jesteś szlachcicem i rycerzem - w pudełeczku lśnił niesamowitym blaskiem złoty maltański krzyż.
- No, no, to się znajomi zdziwią - powiedział z uśmiechem Terrorysta, biorąc pudełko i podnosząc je do oczu - niezłe cacko. Mogę go nosić na szyi, eminencjo?
Nie. Trafi do szuflady. Mojej, chcę podkreślić - biskup, odebrał Wesołkowi pudełko - niech ci wystarczy świadomość zaszczytu. I honoru jaki stał się twoim udziałem. Od dziś jesteś członkiem Zakonu. Odpust za akcję też oczywiście dostałeś -
Przez chwilę szli w milczeniu. Biskup odezwał się pierwszy: - Swoją drogą, szkoda, że zginęły w stanie grzechu . Nie miały szansy oczyścić swoich dusz... Spowiedź, spowiedź by je oczyściła...
Wesołek z sardonicznym uśmiechem spojrzał na biskupa: - Na to już trochę za późno.

niedziela, 13 kwietnia 2008

Urlop

Postanowiłem sprawić sobie tydzień urlopu. Odwiedzić rodziców, poświęcić max czasu córeczce... Wyjeżdżam dziś, wracam w niedzielę... a ponieważ w międzyczasie blogowanie nie będzie raczej moim priorytetem, proszę... czytelnicy, nie opuszczajcie mnie.

Do zobaczenia :)

środa, 9 kwietnia 2008

Porada Ojca Tadeusza

Jechałem sobie do pracy i, w ramach relaksu, słuchałem "Radio Maryja". Akurat leciała retransmisja mszy w Chicago, podczas której Ojciec Dyrektor wygłaszał kazanie. Ojciec Dyrektor dawał ostro czadu, najdziwniejsze, że mniej więcej poprawnie sklecał zdania (pewnie czytał z kartki). Cytował Martina Bormanna... :) Najciekawsze jest to, że w pewnym momencie nawiązał do sprawy molestowania wychowanków przez "ojca Andrzeja" w Szczecinie. Zaskoczył mnie tak, że prawie nie zdążyłem włączyć nagrywania w empetrójce. Ojciec Tadeusz, między innymi, był strasznie wk...wiony, że o sprawie mówiono też w Wielki Czwartek, w dzień ustanowienia kapłaństwa... "Czy katolik może kamienować katolika, czy katolik może kogokolwiek kamienować, może kamienować kapłana, może kamienować biskupa?". O sprawie "kamienowania" czyli nagłaśnianiu przypadków molestowania wypowiedział się zresztą szerzej:
"Nie chodźmy do pogan w naszych sprawach i nigdy nie mówmy na siebie. Jeżeli mamy coś do siebie, powiedzmy sobie w cztery oczy, tak jak Kościół robił przez wieki. Mogą być poranienia przeróżne, mogą być różne sytuacje, ale musi być prawda i miłość, prawda w miłości"

I wszystko jasne, nieważne czy molestowanie miało miejsce, czy nie - "nie mówmy na siebie".
Ciekawe jak miałoby to wyglądać. Może tak:

Do gabinetu Ojca X. wchodzi młody mężczyzna
- Czego? Na zapowiedzi...? - uprzejmie zapytał ksiądz X.
- Nie poznaje mnie ksiądz?... To ksiądz mnie molestował szesnaście lat temu.
- Oczywiście, że nie poznaję. Tylu was było...
- To ja, Przemek. Naprawdę ksiądz nie pamięta, jak przychodził do mojego pokoju w nocy, dotykał....
- Aaaa, no tak... Przemuś... przyszedłeś po jeszcze? Za stary jesteś chłopie - wesoło zaśmiał się ksiądz Andrzej - ... poza tym, już się tym nie param. Za późno przyszedłeś...
- Ojcze, jestem u księdza, bo ksiądz bardzo mnie skrzywdził. Ale nie chcę chodzić z tym do mediów czy prokuratury. Chcę usłyszeć tylko zwykłe, ludzkie przepraszam...
-Synu, do proroka to se możesz iść, przedawniło się dawno, ale media... dobrze zrobiłeś, nie wolno chodzić do polskojęzycznych pogańskich mediów. Lepiej to załatwić jak Kościół czynił od wieków... Zapomnieć...
- Jak to zapomnieć, nie ciąży księdzu ten grzech. Krzyw...
- Nie ciąży! Spowiedź od tego mamy...
- Jak to spowiedź? A żal za grzechy...
- Żałowałem, synu, żałowałem... No dobra, skoro wszystko sobie wyjaśniliśmy, możesz już iść. Chyba, że chcesz kupić zestaw satelitarny. Jakbyś słuchał polskich mediów a nie laickich, liberalnych czy libertyńskich, niepolskich i niekatolickich, to byś wiedział, że mogą być poranienia przeróżne, mogą być różne sytuacje... Jak mówią w Chicago shit happens....

Amen

Wykop... w kosmos

Posta "Sympatia nakazana prawem cz. III" przeczytał blogger Cichy, spodobał Mu się... i w komentarzu poinformował, że "wykopał" tego posta. "Wykopał"... to fajnie. Byłem wprawdzie świadom istnienia serwisu Wykop, ale, szczerze mówiąc, nie zdawałem sobie sprawy z jego siły. Niech przemówią fakty (dane z Google Analytics, obrazki można powięszyć):








Niezła zmiana, nieprawdaż??? Cichemu bardzo dziękuję... i "wykopujcie" mnie cześciej :)

wtorek, 8 kwietnia 2008

Sympatia nakazana prawem cz. III

Jesus mógłby tak stać do sjesty, jednak brutalna rzeczywistość wdarła się do świadomości przybierając postać ręki chwytającej go za ramię.

- Jazz, wszędzie Cię szukałem. Nie było Cię na prelekcji dr. Muller... no i zaraz mamy przyjęcie nowej grupy. Coś się tak, kurwa, zamyślił, goju nieobrzezany? - Jak się okazało brutalna rzeczywistość miała twarz Ezechiela Modeny, dyrektora administracyjnego Ośrodka, prywatnie jednego z nielicznych przyjaciół Jesusa.
- Problemem dr. Muller jest absolutny brak mózgu i nie będę tracił czasu na jej pseudonaukowe wywody - irytacja nieładnie wykrzywiła twarz Jesusa. Helga Muller była kierowniczką działu Modyfikacji Behawioralnej, z którym dział Salazara toczył bezustanne boje kompetencyjne. Przyczyną konfliktu było przekonanie obojga, że to ich poletko ma kluczowe znaczenie w realizacji celów Ośrodka, a dział przeciwnika może stanowić tylko użyteczne uzupełnienie kuracji. Na tym tle toczyła się bezustanna wojna podjazdowa. - A co do zamyślenia to zebrało mi się na wspominki. Wielka Armada... -
- Taaa, miły to był widok, trzeba było wszystkich ich wyrzucić, a nie jakieś głupie komisje tworzyć. Luźniej by było – zaśmiał się Modena.
- A przez Ciebie przemawia nienawiść na tle rasowym, Żydu – Salazar, zirytowany wcześniej wizją nalanej mordy Muller, teraz naprawdę się zdenerwował – My tylko usunelismy śmieci, nie z powodu, kim byli, ale z powodu zagrożenia, które stanowili Nie bombardowaliśmy ich, nie burzyliśmy ich domów... - Salazar był zawsze dumny z prac Komisji Weryfikacyjnych, szczególnie, że sam w jednej z nich zasiadał. Cywilizowana Europa nie splamiła się czystką etniczną. Deportacje miały charakter wybiórczy, a proces wyłaniania „kandydatów” był niezwykle dokładnie przemyślany. Wysiedlenie miało objąć wyłącznie elementy niepożądane: imigrantów, którzy występowali czynnie przeciw spokojowi publicznemu; imamów wzywających do dżihadu i ich radykalnych zwolenników; imigrantów unikających pracy, za to czerpiących pełnymi garściami z systemu pomocy społecznej i wszystkich innych, którzy przybywając do Europy szybko stali się dla niej zagrożeniem i przekleństwem. Selekcja była procesem starannie przemyślanym, bo jak inaczej skutecznie oddzielić ziarno od plew. Komisje nie tylko analizowały życiorys i poglądy kandydata, materiały na jego temat, zgromadzone przez policje i specsłużby, ale też w przypadku wątpliwości kierowały delikwenta na badanie wariografem, podczas którego był pytany o rzeczy niezwykle ciekawe. Bezcenne okazało się też podpisanie umowy z firmą internetową, która udostępniła swoją historię wyszukiwania, historię przeglądanych stron i zawartość skrzynek mailowych należących do weryfikowanych. Nawet, gdy brakowało innych dowodów, to fakt, że pan Muhamad X. 24 września wpisał do wyszukiwarki frazę „bomba domowy sposób proszek do prania”, był dla komisji ciekawą poszlaką. Pomimo tego, że nieliczne głosy nazywały komisje „sądami kapturowymi” czy „trybunałami inkwizycyjnymi”, to jednak ich praca była rzetelna a niewinni nie mieli się czego bać. A w Izraelu co...???
- My się tylko broniliśmy. Przez dziesięciolecia żyliśmy w strachu przed jakimś nawiedzonym pojebem, któremu zachce się wybrać do Raju, wysadzając się w autobusie albo w tłumie na targu. Broniliśmy naszego życia, naszego domu... - Modena przybrał zbolały wyraz twarzy.
- No właśnie, wy mieliście rakiety, oni mieli nogi. Różnica tylko w środkach przenoszenia. Różnica polega na tym, że u nas bombami odpłacali nam za miejsce do życia, za miliardy euro zasiłków, które pobierali, za tolerancję dla ich religii, kultury, odmienności. A Izrael odpowiadał rakietami na bomby, oni bombami na rakiety. Wet za wet. Poza tym bardzo mnie dziwi te twoje „my”, „naszymi”... z tego co wiem nigdy nie byłeś w Izraelu, nawet wtedy, gdy można tam było pojechać nie ryzykując, że Ci druga ręka wyrośnie, albo drugi kutas...he, he, he -
- Nie złożyło się jakoś, piasku za dużo...ale my tu gadu, gadu a praca czeka. Trzeba coś pomyśleć w temacie tej grupy - Eza speszył się wyraźnie, widać był to temat, którego nie miał ochoty kontynuować.
- No tak, fajnie jest być semitą, ale niekoniecznie na radioaktywnej pustyni. Dobra, kończmy flaszkę i do domu, jak mawiają Polacy. Grupę rozdzielamy jak zwykle, według parytetu 50/50, choć ciężko na duszy, gdy pomyślę, że ta krowa dostanie choć jednego - teatralnie westchnął Salazar.
- Jeśli mogę spytać... - zapytał Eza, tłumiąc śmiech – Skąd ta niechęć. Oboje jesteście lekarzami, oboje robicie to samo. Dwie linie, ale produkt zjeżdża z nich taki sam.
- Chcesz wiedzieć, przygotuj się na dłuuugi wykład... Kiedy poradziliśmy sobie z ekstremizmem, sympatie polityczne pozostały przy partiach, które uratowały Europę. Poparcie nawet wzrosło, a co za tym idzie wzrosło przyzwolenie dla dalszych zmian... Bankructwo moralne tak zwanej „lewicy obyczajowej” zostało obnażone i nie mogła się ona przyczaić nawet w swoich tradycyjnych leżach... ośrodkach akademickich. Wielu z „myślicieli” postanowiło pokazać swoją solidarność z Abdulami i wyjechało razem z nimi. Szybko dojrzeli do powrotu. Cóż z tego, jeśli wcześniej zrzekli się obywatelstwa. Ich strata. Inni dostali w dupę, gdy wprowadzono zasadę neutralności światopoglądowej w systemie edukacji. Wszyscy ci neomarksiści, neotrockiści, maoiści i całą reszta hołoty nie miała zamiaru przestać mącić i straciła pracę, na uniwersytetach, w mediach... Chwilę później wypłynął temat, że jeśli jedne z tworów lewactwa okazały się być zatrutym owocem, to trzeba się przyjrzeć innym. Konkretnie chodziło o „akcję afirmacyjną” zapewniającą w życiu publicznym parytety dla uprzywilejowanych grup. Spytano, czy demokratyczny jest system, w którym w wyborach kobieta, zdobywszy 3000 głosów, wygrywa z mężczyzną, który zdobył ich 30000, tylko dlatego, bo miejsce jest zarezerwowane dla kobiety. Zastanowiono się też, czy istnieje jakikolwiek racjonalny powód, uzasadniający postulat rezerwacji 15% miejsc na wszystkich szczeblach administracji, dla aktywistów gejowskich, którzy i tak twierdzili, że to za mało, bo co piąty człowiek ma ich skłonności. Wyszło na to, że lewica obyczajowa zdechła, a jej dzieci żyją i mają się dobrze. Nie wiadomo dlaczego, bo ośmieleni brakiem lewicowej presji lekarze, zaczęli wracać do poglądu, że homoseksualizm nie jest jednak taki naturalny, jak im się wcześnie wydawało... że stanowi zaburzenie, które można i trzeba leczyć.
Właśnie wtedy na forum Parlamentu Europejskiego pewien polski delegat, Zbigniew Zero (znany dotychczas głównie z posiadania czterech dyktafonów na których wszystko, cały czas, nagrywał) zgłosił projekt ustawy, która obejmowałaby „dewiantów” przymusowym leczeniem. Wprawdzie Zero uzasadniając swój projekt, mówił odrobinkę bezsensu, co chwila podpierając się autorytetem jakiegoś na wpół zapomnianego papieża czy świętego, to jednak dyskusja, która nastąpiła później była już rzeczowa i merytoryczna. Ku zdziwieniu samego pana Zbigniewa ustawa, w kształcie trochę zmienionym (między innymi wyrzucono z tekstu powtarzające się kilkadziesiąt razy imię dawnego papieża) przeszła. I zapewniła polskiemu delegatowi swego rodzaju nieśmiertelność. Stał się bohaterem komiksów, a nawet pierwowzorem popularnej postaci w grze komputerowej: ZbigZero, który wykańcza swoich wrogów, rzucając w nich dyktafonami.
Ośrodki zorganizowano bardzo szybko. Początkowo tylko jako placówki badawcze, mające ustalić sposób leczenia. Były dwie opcje.
Pierwsza zakładała zmianę orientacji seksualnej za pomocą negatywnych bodźców. Wczepiano klientowi elektrody w pewne ośrodki mózgu, dokładano interfejs wirtuala i do dzieła. Pacjenta warunkuje się przy pomocy połączenia homoseksualnych scenek z negatywnymi bodźcami. Gdy w rzeczywistości wirtualnej dochodziło do zachowania intymnego, zaczynał on odczuwać ohydne smaki i zapachy, później przeraźliwy ból. Po wielu cyklach zabiegów ciało zaczynało reagować automatycznie. To tak, jak u psa Pawłowa: włączasz dzwonek i zaczynasz okładać psa kijem. Po pewnym czasie wystarczy, że tylko włączysz dzwonek, a pies sam moczy się ze strachu. I w żaden sposób nie może zapanować nad tą reakcją. To odruch. Tak jest i w przypadku Modyfikacji Behawioralnej krowy Muller. Po jej terapii homoseksualista znajdując się w sytuacji, która kiedyś wywołałaby podniecenie, odczuwa tylko przeraźliwy paraliżujący strach, nad którym nie panuje. Moczy się, traci przytomność, czasem doznaje udaru mózgu. Najśmieszniejsze jest to, że zmiana orientacji faktycznie nie następuje. Tworzy się poranionych psychicznie, nieszczęśliwych ludzi, którzy pomimo tego, że w grzechu już nie żyją, ale normalnych reakcji z płcią przeciwną też nie nawiązują.
Druga opcja: Imprinting Farmakologiczny miała prowadzić do wyleczenia homoseksualizmu środkami farmakologicznymi. Na początku XXI wieku naukowcy prowadzili badania w tym kierunku, nauczyli się nawet sterować orientacją seksualną u szczurów i królików, jednak środki na dalsze badania zostały cofnięte, pod presją gejowskich aktywistów, którzy przyrównali badaczy, nie wiedzieć czemu, do dr. Mengele. Gdy nastał czas bardziej sprzyjający dla niezbyt, wcześniej, poprawnych politycznie badań (to jest czterdzieści lat później), prace znów zostały podjęte. Tworzono coraz doskonalsze leki złożone z neuroprzekaźników i innych tworów wyrafinowanej biochemii, które w łatwy sposób, w połączeniu z pomocą psychologiczną, pozwalają na skierowanie każdego homosia na drogę normalności.... i wszystko to bez metod rodem ze średniowiecza, dziwnie kojarzących się z torturami, bez tworzenia psychicznych wraków... Sam oceń, która metoda jest lepsza. Niestety znaleźli się zwolennicy obu metod, więc obie funkcjonują obok siebie -
Eza popatrzył w zamyśleniu na Jesusa - Ale ty czasem wysyłasz niektórych swoich pacjentów do Muller, więc chyba jej metoda nie jest taka najgorsza... -
- Tylko tych, którzy po leczeniu, dalej prowadziliby taki tryb życia. Nie z powodu popędu, bo go już nie byłoby, ale traktując to jako manifest ideologiczny. W wybijaniu takich głupot z głowy Muller jest świetna, szkoda, że do niczego innego...

Salazarowi przerwał jakiś nagły tumult od strony wejścia do Ośrodka. Odwrócił się gwałtownie i zobaczył postać w szpitalnym wdzianku biegnącą w stronę wzgórz. Z ogolonej głowy obsenicznie sterczały mu końcówki świeżo wszczepionych elektrod. Za nim z budynku wypadli strażnicy. Salazar zobaczył, jak jeden z nich w biegu wyciąga służbową „dziewiątkę” i mierzy. Wysoko, za wysoko. - Strzelaj w nogi, cieciu jebany – wrzasnął Salazar – To ośrodek terapeutyczny a nie jakiś, kurwa, obóz koncentracyjny -
Strażnik posłusznie obniżył lufę, padły dwa strzały. Pod mężczyzną załamały się nogi, upadł ciężko w pył dróżki. Strażnicy podbiegłszy, zaczęli go wlec w stronę budynku. Strzelec, ze skruszonym uśmiechem, podszedł do Jesusa i Ezy.
- Przepraszam, panie doktorze, mój błąd. - wydawał się autentycznie zawstydzony - Lata temu, służyłem w Marsylii, a tam trzeba było plisnoła trafić w łeb, zanim nie rzucił granatem, albo się nie zdetonował. Jeszcze raz przepraszam.
- Dobrze, nic się ostatecznie stało. Proszę wracać do obowiązków – Salazar był dziś skory do wybaczania. W końcu dzień był taki piękny – Eza, powiedz mi więcej o tej grupie...
- Dostawa z Polski... wielu ukrywało się na obszarach słabo zaludnionych. Ciekawostką jest to, że mają dwóch, długo poszukiwanych aktywistów. Zaraz... mam tu ich nazwiska - Eza wyjął z kieszeni palma - Taaa. Szymon Prussak i Robert Stonka. Stare cioty... a mówiąc stare, mam na myśli naprawdę stare cioty. W okolicach siedemdziesiątki.
-Siedemdziesiąt... i jeszcze mogą? Powinni zakazać wspomagania dla gerontów - zaśmiał się Salazar - dobra... biorę ich, kuracji Muller i tak by nie przeżyli, choć dla nich byłaby najlepsza. Ale my ich wyleczymy. I wiesz co, Eza, tak sobie pomyślałem, z innej beczki. Mogli nie poddawać eutanazji tych wszystkich pedofili. Też byśmy ich wyleczyli.
-Za późno, Jazz, za późno

I to już koniec mojej małej wprawki literackiej. Zastanawiam się jakie jest prawdopodobieństwo, że nastąpi podobny rozwój wydarzeń. Przecież prawdą jest, że obecnie dominującą ideologią w Europie jest ideologia lansowana przez "lewicę obyczajową", i to niezależnie od tego jaka opcja polityczna rządzi w danej chwili. Spójrzcie na Polskę. Ledwo Kaczyński coś tam w swoim orędziu powiedział o zagrożeniu dla ładu moralnego, wyznawanego przez większość społeczeństwa i zagrożeniu instytucji tradycyjnego małżeństwa, a zaraz sześćset autorytetów napisało list otwarty do Prezydenta, protestując przeciw jego homofobii. Naprawdę, trzeba mocno ważyć słowa, aby nie narazić się na zarzut homofobii, ksenofobii, szowinizmu czy seksizmu.
Nie należę do żadnej z tych kategorii, ja to wiem, wiedzą to ci, którzy mnie znają. Ale czy to wystarczy...? Wystarczy, że "Salon" wypowie się, z moca wyroczni, że ktoś jednak jest homofobem, szowinistą czy seksistą, aby nim się stał. "Salon" o śladowym poparciu politycznym, ale jakże wielkich wpływach. Czy to jest porządane?
Czy to normalne, że decyzja co jest dobrem albo złem, leży w kompetencji gremium nieobieralnego, przekonanego o swojej nieomylności i wyższości moralnej i intelektualnej? Tak przekonanego o swojej nieomylności, że nie dopuszczającego żadnej dyskusji w tematach dla niego świętych (bo z "oszołomami" i "ciemniakami" się nie dyskutuje - można ich jedynie wyśmiać). Kto dał im to prawo? I, ile potrwa, zanim to prawo im odbierzemy?

czwartek, 3 kwietnia 2008

Sympatia nakazana prawem cz. II

Gdzieś nieopodal Torrevieja, rok 2048.

Jesus de Salazar stał na wzgórzu przed Ośrodkiem. Patrzył na morze i białe plaże, tak charakterystyczne dla tego regionu, że nadawały mu nazwę: Białe Wybrzeże, Costa Blanca. Właśnie tu, nieopodal Torrevieja, w najładniejszym regionie hiszpańskiej Walencji, zbudowano Ośrodek. Jeden z największych kompleksów tego typu w Unii Europejskiej. A de Salazar, pomimo młodego wieku miał szczęście kierować tu jednym z ważniejszych działów – Farmako-Imprintingiem. Jednak to nie problemy zawodowe zaprzątały myśli Jesusa tego pięknego poranka. Myślami powrócił do chwili sprzed dziecięciu lat, gdy stał tak jak teraz na hiszpańskim wybrzeżu i patrzył na flotę, jakiej jeszcze nikt nigdy nie widział. Tysiące barek, statków towarowych, liniowców pasażerskich realizowało największą operację przemieszczenia ludności w historii ludzkości. Operację „Maghreb”, zwaną popularnie „Rekonkwistą”.


Europa długo nie zauważała, nie chciała zauważyć zmiany, która odmieniała oblicze ziemi, tej ziemi. Coraz większy odsetek ludności, która nie czuła żadnej więzi z Europą, jej kulturą czy historią (a nawet odczuwała do tej właśnie Europy, która dała im schronienie, żywiołową nienawiść), nie budził u lewicowych, przeświadczonych o swojej intelektualnej i moralnej wyższości elit żadnego zaniepokojenia. Z łamów opiniotwórczych mediów cierpliwie, niczym tępemu dziecku, tłumaczyli oni swoim poddanym, ops, swoim współobywatelom, że wszystko jest w najlepszym porządku, że czas odrzucić uprzedzenia, że zapowiedziane przez Samuela Huntingtona starcie cywilizacji to wierutna bzdura. Co więcej, twierdzili oni, stworzenie nowego, pozbawionego nienawiści, wielokulturowego społeczeństwa jest możliwe bez potrzeby integracji przybyszów z europejską cywilizacją, bez potrzeby zaakceptowania przez nich właściwego Europie pluralizmu kulturowego i religijnego. "Jedność w różnorodności" - krzyczeli a zachowywali się jak człowiek, który usiłując obłaskawić otaczające go wilki, otwiera sobie żyły i karmi je własną krwią...
Głupcy, nie widzieli, że hodują potwora, który najbardziej na świecie pragnie upadku cywilizacji, która go przyjęła i ugościła. Już na początku XXI wieku, bodaj w 2008 roku, londyński imam Abdul jakiśtam obiecywał muzułmanom, że Allach nie ukarze ich za zbrodnie popełnione na niewiernych, nawet morderstwo czy gwałt, bo "sami sobie zasłużyli". To był początek.
Sytuacja pogarszała się z roku na rok. Niekontrolowana imigracja, ogromny przyrost naturalny wśród społeczności muzułmańskiej i przede wszystkim bierność "elyt" przyczyniała się do sytuacji w której coraz większe znaczenie zyskiwali fundamentaliści a opłacane przez państwa zachodu ośrodki kultury i szkoły religijne produkowały tabuny neotalibów, gotowych ponieść płomień dżihadu ospałej Europie. A Europa była usypiana ogłupiającą kołysanką nuconą przez tych, którzy wszystko wiedzą najlepiej... Do czasu...
Ludzie mieli dość fałszywej, jednostronnej tolerancji. Dość brutalnych aktów przemocy, które "lewusy" tłumaczyły poczuciem wyobcowania i wzywały do zrozumienia i wyciągnięcia ręki do "zagubionych". Nie rozumieli, dlaczego w publicznych szkołach ich dzieci musiały brać udział w zajęciach "Nauka o Islamie". Ze zdziwieniem patrzyli, jak ich dzieci, po zajęciach z tolerancji, mówiły jakby padły ofiarą prania mózgu w jakiejś sekcie. Ze zgrozą zauważali, że bohaterem kreskówek oglądanych przez ich pociechy jest dzielny Snajper Juba, walczący z Wielkim Szatanem. Społeczne niezadowolenie narastało. Wzrastała popularność radykalnych partii, jak choćby Duńskiej Partii Ludowej czy Austriackiej Partii Wolnościowej. Przełom przyniosły trzy wydarzenia, które miały miejsce latem 2035 roku. Pierwszym było spalenie kościoła, w którym ślub ze swoim katolickim wybrankiem brała młoda Pakistanka. Sprawcami byli jej męscy krewni, którzy w ten sposób postanowili zmyć plamę na honorze. To, czy wraz kościołem spłonie około 200 gości, biorących udział w ceremonii, nie było im całkiem obojętne, bo zadbali o to blokując drzwi łańcuchem. Detonacja bomb ukrytych na trasie marszu milczenia, spowodowanym zakatowaniem na śmierć młodej muzułmanki, którą tata przyłapał na czytaniu Biblii, również podgrzała atmosferę. Ukoronowaniem serii była masakra dokonana podczas Światowego Dnia Młodzieży, podczas której miał przemówić Innocenty XIV. Papież nie dojechał, więc nie miał okazji zetknąć się, inaczej niż tysiące jego owieczek, z dużą ilością sarinu, dostarczoną na miejsce przez Tajną Grupę Dżihadu. Ludziom puściły nerwy... Przez Europę przelała się ślepa fala przemocy skierowana przeciwko obcym. Dochodziło do zamieszek, z którymi siły policyjne ledwie sobie radziły. Muzułmanie sięgnęli po broń... Padły pierwsze strzały, pierwsze trupy i na nic nie zdały się tłumaczenia intelektualistów, że to przecież była samoobrona, że winni są prawicowe "oszołomy", którzy nakręcają spiralę nienawiści. Nastąpiła eskalacja, w europejskich miastach krew pieniła się w rynsztokach. Policja albo biernie przyglądała się masakrom, albo brała w nich czynny udział. Względny spokój zaprowadziła dopiero interwencja sił zbrojnych... a patrzący na pobojowisko Europejczycy zrozumieli, że już nic nie będzie takie samo.

W następnych wyborach do Parlamentu Europejskiego miażdżącą przewagę uzyskali delegaci radykalnych partii narodowych... a po upływie niespełna trzech lat pierwsze statki zaczęły odpływać... w stronę Maghrebu.

... to jeszcze nie koniec tej historii