czwartek, 8 października 2009

Paruzja (moja)


Minął rok, jednak nie umarłem. Nie miałem czasu. Doba ma tylko 24 godziny. Z ich zbioru należy odjąć czas na sen, higienę, posiłki, wydalanie, i pracę. To co zostaje to wolny czas. "Czas" to życie, więc "wolny czas" to wolne życie. Życie rodzinne też zajmuje dużą część puli wolnego życia. Zostaje niewiele... A gdy zasoby są ograniczone trzeba dokonać wyboru. Przeczytać książkę czy obejrzeć film. Iść na spacer czy może napisać posta.
Moja blogowa aktywność zamarła na bardzo długo. W międzyczasie zmieniłem pracę, kupiłem mieszkanie, opiekowałem się córeczką, która dopiero we wrześniu poszła do przedszkola.

Wydarzenia te ograniczyły moją pulę czasu wolnego do totalnego minimum. Mieszkanie trzeba było dostosować do moich potrzeb, w nowej pracy zajmuje się pracą i nie blogowaniem i co najciekawsze... jak się wszystko ustabilizowało, trzeba było pomyśleć o internecie. Wymyśliłem sobie, że moim operatorem internetowym będzie Netia (chciałem UPC, ale nie wszędzie mają infrastrukturę). W niecały tydzień założyłem telefon w Tepsie (technicy powiedzieli, że połączenie będzie jak żyleta, ponieważ pod blokiem mam cyfrową centralkę) i zamówiłem neta w Netii. Bardzo szybko dostałem info, że net już jest. Kupiłem router i ... nic. Router nawiązywał połączenie, pobierał adres bramy i DNSy i nie dochodziło do jakiegokolwiek transferu danych... a po kilku minutach rozłączenie połączenia. Na technicznej infolinii bardzo usiłowano mi pomóc. Wstępna diagnoza brzmiała: zła konfiguracja. I później: "Proszę nacisnąć przycisk w lewym, dolnym rogu z napisem START, wcisnąć przycisk URUCHOM, a następnie wpisać C-M-D, później w czarnym okienku I-P-C-O-N-F-I-G-bardzo długi przycisk na dole klawiatury-przechylona w prawo kreska-A-L-L........" i tak dalej przez dni kilka. Gdy w końcu przekonałem rozmówców po drugiej stronie słuchawki, że umiem konfigurować sieć i zdażało mi się w przeszłości to robić, infolinia przekazała sprawę technikom (chyba magikom). I znów "wina leży po Pana stronie", potem codzienne telefony: "Czy internet już działa?... nie?? dobrze.. zadzwonię jutro"... a na końcu: "sprawdziliśmy logi - to Pana sprzęt inicjuje zerwanie połączenia". Gdy zacząłem być niemiły, przysłano mi w końcu ekipę do domu..., która też nie mogła się połączyć (czyżby źle skonfigurowali sieć).

Miałem dość. Borykać się od maja do lipca Ze skutkiem natychmiastowym zerwałem umowę i zacząłem myśleć, co dalej. Padło na Aster, a cztery dni później 10mega już mi śmigało. Jednak NETIA o mnie nie zapomniałą. Na początku sierpnia dostałem list z powiadomieniem, że w stosunku do mojej osoby zostało wszczęte postępowanie windykacyjne... nie opłaciłem faktury ZA INTERTNET. Coś mnie strzeliło. Zadzwoniłem i w miarę grzecznie zapytałem, jak można opłacić fakturę za niewykonaną usługę, jeśli nie otrzymało się faktury. Miła Pani odpowiedziała, że faktura była do pobranie w serwisie internetowym. Zapytałem, jak można pobrać fakturę z internetu, jeżeli internet nie został, kurwa, dostarczony i dlaczego, kurwa, mam płacić za coś, czego, kurwa, nie dostałem (ponieważ jestem człowiekiem kulturalnym, "kurwy" były w myślach). Złożyłem telefonicznie reklamację, która po kilku tygodniach została uznana. I to koniec kontaktów Netii ze mną.

Podsumowując, aby skorzystać z Netii, musiałem założyć linię w TP, przez kilka miesięcy płaciłem abonament 50dych miesięcznie, a gdy okazało się, że Netia internetu mnie nie zapewni, wypowiedziałem Tepsie telefon (180 złotych). To moje koszty finansowe, bo kosztów starganych nerwów i straconego czasu nie sposób oszacować. Z pewnością rozumiecie, dlaczego reklama Netii z Kotem małpującym Kaszpirowskiego, działa na mnie jak płachta na byka. Cóż, postanowiłem, że jutro zadzwonię do Netii i upomnę sie o przysługujące mi odszkodowanie. Zobaczymy, jak Netia podejdzie do tematu... Ale dość już o tym.

Tak czy inaczej, mimo braku czasu a później dodatkowo braku internetu, śledziłem w miarę możliwości wpisy na blogach moich przyjaciół. Głównie w drodze do i z pracy :), na 2,5 calowym ekraniku. Szczególnie komfortowe to nie było, próba "obejrzenia" zdjęć na Cytadeli to była dopiero masakra a i o pozostawieniu komentarza mogłem zapomnieć. Jednak pozwalało mi to być w pewnym stopniu na bieżąco. Odwiedzałem Was i odwiedzam. Dziękuję też Wesołemu Terroryście i Slawkasowi za zainteresowanie. WT zapytał mnie, czy żyję. Dostałem info o komentarzu mailem... i zapomniałem odpowiedzieć. Mea maxima culpa. Ostatnio też odezwał się Slawkas i ten komentarz jako bodziec zainicjował w mojej głowie reakcję. Mam internet, w pracy chwilowo cisza, mała w przedszkolu, zaległych książek do przeczytania nie za wiele - więc teoretycznie JEST CZAS NA BLOGOWANIE. Zacząłem myśleć też o wideoblogu, szybciej tworzy się posty. Jak myślicie???

7 komentarze:

WT pisze...

Videoblog ma plusa, że szybciej się go tworzy, ale minus jest taki, że musisz mieć widzów, a nie czytelników. A więc w pracy raczej trudno... No i czy w jakimkolwiek videopoście uwieczniłbyś mnie tak, jak na piśmie?:)

Cieszę się, że wróciłeś. Brakowało mi Cię. Pisz:)

slawkas pisze...

Minął rok, odkąd napisałeś poprzedni wpis i równo w rocznicę usunąłem Twój blog z blogrolla i z czytnika, bo wyglądało na to, że przestało Cię to już bawić:) Zostawiłem tylko w ciemno ten komentarz. Dobrze, że odniósł taki skutek. Teraz z przyjemnością Cię przywrócę, cokolwiek będziesz prowadził, bo spodziewam się, że będzie to ciekawe. Jeśli jednak pytasz o zdanie, to ja jestem człowiekiem słowa:) Dalej będziesz na Bloggerze, czy zmienisz platformę?

Mariusz pisze...

@WT: Nie uwieczniłbym :)

Mariusz pisze...

@slawkas: Ja też się cieszę :)
Zostaję na bloggerze (przywiązuję się do miejsca), jednak jeśli zdecyduję się na video to będzie to "obok" a nie "zamiast". Na youtube jak przypuszczam. Ale to przyszłość.

finwe isilra pisze...

Witamy witamy, drogi Mariuszu, choć swego czasu aktywnością wzajemną w komentowaniu nie grzeszyliśmy (co poprawię, a jakże, skoro dajesz szansę), to czytelnikiem byłem stałym, miło mi również, że zaglądałeś do mnie, cóż, zdjęcia czasem pakowałem sporawe, trudno zaprzeczyć:)
Pokręcę natomiast nosem co do videobloga, szczerze mówiąc nie podoba mi się ten pomysł, pewnie bym nie śledził. Wolę tekst, słowa, czytanie, to jednak ma swoje ogromne zalety. Ale jak wybierzesz inny sposób - cóż, Twój wybór:)

Pozdrawiam!

Mariusz pisze...

@fi: Jestem Twoim stałym czytelnikiem, ale brak mi dostatecznej wiedzy, aby moje komentarze były na poziomie wiedzy Twojego bloga. Jak zacznę, nie będziesz się śmiał :))

finwe isilra pisze...

Bardzo mi naprawdę miło, że zaglądasz:) Chyba jednak mnie podpuszczasz odnośnie naśmiewania się, skoro zaglądasz na mojego bloga to i dobrze wiesz, że daleki jestem od nabijania się z kogokolwiek, nawet z pozornie prostych pytań. Wynika to z tego, że sam mam ogromne luki w wiedzy i często strzelam gafy;) Ale dobrze mi z tym - gdybym był "profesjonalistą" pełną gębą pewnie nie miałbym takiego zapału do tematyki...
Zapraszam więc jak najczęściej, każdy komentarz mile widziany;) I nie przesadzaj z poziomem wiedzy bloga - toż to luźne historyjki kosmiczne są;)