sobota, 10 października 2009

Teoria Gier

Dosłownie przed chwilą dowiedziałem się, że Kamiński znów rozesłał po wysokich organach listy. Tym razem mamy aferę stoczniową :) Niesamowite. Ile to afer wykopuje nagle szef CBA – to bardzo dziwny zbieg okoliczności. Za tydzień CBA uraczy nas następną aferą? Najśmieszniejsze jest jednak to, że według Kancelarii premiera Kamiński sam mógł popełnić przestępstwo, nie zawiadamiając prokuratury o swoich podejrzeniach. Na podstawie opinii, jaką sobie wyrobiłem o tym człowieku, będzie się zapewne tłumaczył upolitycznieniem prokuratury. Postawiła zarzuty człowiekowi bez zmazy i skazy, dla którego "dobro państwa było zawsze najwyższą wartością", więc jest po stronie sił zła w mistycznym kręgu podejrzeń i nie można jej już ufać.

Ale dość już o aferze stoczniowej. Temat mało ciekawy, no chyba, że znów wyskoczy agent Tomasz, tym razem uwodzący katarskich szejków. Ale o owym agencie później. Czas wziąć na tapetę hazard.

Nigdy hazard mnie nie pociągał. W kasynie byłem dziesięć lat temu. Tam też grałem, jedyny raz w swoim życiu, na jednorękich bandytach. Jak już wygrałem dosyć, przeniosłem się na Black Jacka i ruletę. Poszedłem do kasyna nie po to by wygrać, tylko żeby pograć. Miałem określoną kwotę i założenie, że skończę, gdy przegram wszystko (co nastąpiło o piątej nad ranem). Hazardziści liczą na wygraną, ja liczyłem tylko na dobrą zabawę (kręciło się tam parę fajnych lasek). Hazardem zajmę się teraz, ponieważ ciekawy jest mechanizm nakręcania "afery". Na początek podstawy…

Polska w kwestii hazardu (a raczej, uściślijmy: "automatów o niskich wygranych") miała do wyboru dwie drogi: albo ograniczyć występowanie automatów tylko do kasyn i innych zamkniętych, licencjonowanych przybytków tego typu, albo też pozwolić na rozpowszechnienie "małego" hazardu wszędzie. Wybrano drugą opcję i zdecydowano się na obłożenie każdego automatu zryczałtowanym podatkiem, który obecnie wynosi 180euro miesięcznie. Dla porównania w kasynach i salonach gier, kwota stanowiąca różnicę między kwotą uzyskaną z wymiany żetonów do gry lub wpłaconą do kasy salonu i zakredytowaną w pamięci automatu lub wpłaconą do automatu a sumą wygranych uzyskanych przez uczestników gier, jest obłożona podatkiem wynoszącym 45%. Widzicie różnicę??? Niskie wygrane – 180 euro miesięcznie, wysokie wygrane – 45% podatku od zysku. Czy dopłaty będą czy ich nie będzie to tylko temat marginalny, omijający główny problem. Problem polega na tym, że 100% automatów zabezpieczonych przez CBŚ (ci profesjonalni, nie mylić z CBA) było nielegalnie przerobionych, zapewniając niekontrolowany i łatwy dostęp do wysokiego hazardu. I to jest właśnie prawdziwa afera hazardowa, która ciągnie się od lat. Kasyna, które muszą się pilnować, bo stracą licencję i zdechną, a także duże salony gier miały łączne przychody na poziomie 2,2 mld złotych. Automaty "o niskich wygranych" prawie 5 mld. W 2007 roku podatek wpłacony przez same kasyna wyniósł około 122 mln złotych a przez salony automatów "o niskich wygranych" 174 mln. I kto tu kogo robi w ch…ja. Automat po przerobieniu automatem "o niskich wygranych" jest już tylko z nazwy… i interes się kręci. Kiedy w kwietniu b.r. Centralne Biuro Śledcze, razem z celnikami, zabezpieczało 300automatów do gier, Pan Paweł Wojtunik, szef CBŚ a podobno też przyszły szef CBA, powiedział: "Mamy wątpliwości co do legalności tego biznesu i badamy jego związki z przestępczością zorganizowaną" i potwierdziło się. Skarb Państwa mógł już stracić 2,5 mld złotych. Pięć razy więcej niż przy nędznej aferce Kamińskiego. Zupełnie inną sprawą jest to, że owe 500 baniek, wg ekonomistów, jest tylko teorią i to opartą na wątłych podstawach. Równie prawdopodobne jest to, że podatki mogłyby nawet spaść, gdyby nastąpił znaczny odpływ klientów wkurzonych na to, że wrzucili stówę a grają za 90. Czego dowodzi fakt, że Kamiński wie, że będzie to 500 milionów? Zdolności prekognicji? Wątpię.

CBA ma kuriozalny talent to Afer, pisanych z dużej litery, nagłaśnianych, przez samo CBA zresztą. I ile tych afer wykryli? Pamiętam o trzech, czy czterech (nie licząc ostatnich). A ile państwowej kasy przy tym wydali? Nie wiem, nie sprawdzałem, ale można przyjąć za prawdopodobne, że wydali więcej niż wyniosłyby straty finansowe Skarbu Państwa, gdyby nie istnieli. To po co istnieją? Podobno CBA nie wzięła się za Beatę S., bo ta brała, ale wzięła się, by brać zaczęła. Niezawodny Agent Tomasz miał to uczynić. Agent Tomasz wziął się ostatnio też za Weronikę M.-P. i jak czytałem w "Dzienniku" tym samym sposobem. Szastający kasą, porsche przed luksusowym apartamentem, markowe ciuchy i dyskretny urok luksusu – wszystko za nasze pieniądze. A w tym samym czasie Policja nie ma za co benzyny kupić. Po prostu super. Ile zarabia doświadczony oficer w Policji, a ile Agent (AAAgent chciało by się rzec). A wszystko po to, aby obywatela sprowokować do popełnienia przestępstwa. Nowoczesna służba specjalna, jeszcze takiej nie było i pewno nie będzie.

2 komentarze:

Cichy pisze...

Wydatki na agenta Tomka nie są same w sobie straszne - jakoś pod przykrywką działać trzeba. Dziwię się tylko, że nikt jeszcze go nie ujawnił - nie podał linka do NK albo nazwiska...:) Ale nie podoba mi się to, że państwo wpierw pomaga obywatelowi w popełnieniu przestępstwa, a potem go łapie za rękę. To trochę schizofreniczne...

Mariusz pisze...

Parę lat luksusowego życia, fura skóra i komóra :) a któż wie, ilu agentów oper. utrzymuje CBA... ale bardziej chodziło mi o całokształt - pensje wyższe niż "obok" i inne "ciekawostki", jak choćby informacje o głosy nieprawidłowościach w zakupach i gospodarowaniu bronią. Warunki przetargu były tak ustawione, aby wygrał jeden (droższy) oferent. Tańszy był o parę gramów za ciężki.
Gdyby A.Tomek ujawnił swój wizerunek na NK popełniłby przestępstwo. Jego wizerunek jest tajny. Chyba nawet nie powinien oglądać się w lustrze, chyba że ma dostęp :)