środa, 26 lutego 2014

Wywiad dla wMeritum

21 lutego (tak naprawdę to 20 lutego), ale udzieliliśmy z Krzyśkiem Kowalskim krótkiego wywiadu dla wMeritum.pl. Rozmawiał z nami Rafał Staniszewski

To już potwierdzone. Jak podają od wczoraj media Republikanie na czele z Przemysławem Wiplerem opuszczają Polskę Razem Jarosława Gowina.
Krzysztof Kowalski: To daleko idące uproszczenie. Rzeczywiście Przemysław Wipler i zdecydowana większość Republikanów z Warszawy oraz część osób z innych regionów Polski zdecydowała się ostatecznie nie przystępować do Polski Razem, która przecież formalnie istnieje od wczoraj. Natomiast jesteśmy przekonani, że w kilku miejscach (zwłaszcza na Śląsku) nasze koleżanki i koledzy będą stanowić o sile Polski Razem. Życzymy im samych sukcesów. Mieli szczęście trafić na pełnomocników, którym zależy na projekcie i kooperacji.
Dlaczego część z Was odchodzi, poszło o „jedynki” i stanowiska?
Mariusz Kowalczyk: Inaczej wyobrażaliśmy sobie tworzenie nowej jakości w polityce. Niestety czas pokazał, że nasze nadzieje okazały się płonne. Przychodziłem do partii, której główny lider gdy odchodził z PO wskazywał, że jego formacja stała się formacją urzędników, i potrzebna jest oferta dla ludzi pracujących w prywatnym sektorze, przedsiębiorców, pracodawców. Taką organizację chciałem tworzyć a tymczasem twarzami Polski Razem w Warszawie są właśnie urzędnicy. Coś tu nie gra.
Krzysztof Kowalski, Wiceprzewodniczący Komitetu Sterującego m.st. Warszawy Stowarzyszenia Republikanie, Koordynator Klubu Republikańskiego Warszawa-Wilanów. Były koordynator Polski Razem Jarosława Gowina w Wilanowie.
Krzysztof Kowalski, Wiceprzewodniczący Komitetu Sterującego m.st. Warszawy Republikanie,  były koordynator PRJG w Wilanowie.
Krzysztof Kowalski: Personalia są wtórne. Spójrzmy jak wygląda Platforma Obywatelska dzisiaj. W jej recenzji w pełni zgadzam się z Jarosławem Gowinem, ale nawet PO na swoim starcie podjęła próbę i przeprowadziła prawybory. Różnie to wyszło, nie wszystko było przemyślane, ale zamiast naprawić proces postanowiono zakonserwować podział łupów w partii. Z czasem zaczęły się wojenki. Efekt widzimy, nikt tam nie myśli o programie czy reformach. Tak jak Jarosław Gowin uważam, że potrzebny jest powrót do tego, jaka miała być PO u zarania, ale chyba zabrakło odwagi. Nawet nie podjęto próby organizacji prawyborów na kandydatów europarlamentu. O liderach list dowiadywaliśmy się z mediów. O ogłoszonych programach dowiadywaliśmy się z mediów. Tymczasowi koordynatorzy byli wybierani z łapanki, mimo, że można było zorganizować prezentacje i wybrać tego, kto daje większe szanse na rozwój partii w danej dzielnicy. To wszystko nie napawa optymizmem. Tak się nie buduje formacji mającej przywrócić Polakom wiarę w prawdziwe zmiany.
Ale po eurowyborach miały być wybory wewnętrzne w Warszawie. Mówi się, że mogliście poczekać i jeżeli faktycznie stanowicie ciekawą grupę i znaczącą siłę mogliście je wygrać.
Krzysztof Kowalski: Możliwe, że w wielu miejscach tak będzie. Tylko, że moim zdaniem nie ma czasu czekać. Pamiętam inauguracyjne spotkanie w Wilanowie, gdzie był jeszcze entuzjazm, choć również pewne uwagi. Ludzi interesował program chcieli być włączeni w prace programowe, działać na rzecz lokalnej społeczności. Pamiętam wnioski i postulaty, które przesyłałem do „góry” wiem, że żadne z nich nie zostało potem spełnione. Dlatego wydaje mi się, że w tej formule ten entuzjazm już się wypalił. Ludzie nie zobaczyli nowej jakości, potencjału na prawdziwe zmiany. Zmiana, którą widzą to to, że zgrane twarze występują pod nowymi barwami. Nie o to chodzi. I chyba to nie dotyczy tylko potencjalnych aktywistów ale również wyborców co zresztą w skali kraju pokazują sondaże.
I co teraz z warszawskimi Republikanami?
Krzysztof Kowalski: Organizujemy cykl spotkań gdzie Warszawiacy będą mogli dowiedzieć się „Jak płacić niższe podatki?” już teraz – nie czekając na wybory. Organizujemy debaty z innymi środowiskami na temat wizji Warszawy. Będziemy inicjować nowe projekty na rzecz mieszkańców. Wierzę, że uwalniając w ten sposób naszą, powstrzymywaną oglądaniem się na PRJG energię i przywracając ducha z czasów powstania Republikanów możemy z czasem przywrócić wiarę w nadchodzącą zmianę wśród obywateli. Zachęcić ich do aktywności publicznej i przywrócić ducha obywatelskości. To już będzie miana nie do powstrzymania i na to liczymy.
A w związku z wyborami do europarlamentu?
Mariusz Kowalczyk: Myślę, że na dniach się okaże. Część z nas będzie startować w PRJG, Jacek Sierpiński kandyduje z koalicji Demokracji Bezpośredniej, Libertarian i Piratów. Myślę też, że i Przemysław Wipler i inni Republikanie też spróbuje swoich sił w wyborach.
Z Kongresu Nowej Prawicy?
Mariusz Kowalczyk: Mówi się trochę o tym, choć decyzje jeszcze nie zapadły. Sceptycy przywołują niekonwencjonalną ekspresję Korwin-Mikkego, ale warto jednak zauważyć, że jeśli JKM nie będzie jedyną znaną postacią komitetu wyborczego, to startując z niespotykanego wcześniej poziomu 4% poparcia, wynik kampanii może być naprawdę ciekawy. W Kongresie Nowej Prawicy jest wielu wartościowych ludzi, którym drogie są wspólne ideały cywilizacji łacińskiej, wolności, własności. Na przykład na Targówku Klub KNP działa bardzo prężnie, spotykają się w regularnie. Mamy w planach spotkanie z nimi, poznanie się, rozmowę. Niestety spotykają się w Niedzielę, a jest to dzień tradycyjnie zarezerwowany. Niemniej jednak do takiego spotkania dojdzie raczej prędzej, niż później. Może razem uda się nam np. zainicjować akcję społeczną na rzecz likwidacji z polskiego prawa karnego odpowiedzialności karnej za słowo. W chwili obecnej jest to narzędzie kneblowania niepokornych, patrzących urzędnikom na ręce, dziennikarzy, ale i zwykłych obywateli. Odpowiedzialność za Słowo powinna się zawierać tylko w domenie prawa cywilnego. Myślę, że taki pogląd łączy wszystkich wolnościowców, niezależnie od formacji czy różnic, co daje podstawę do wspólnego działania.
Czy mówimy tu o kieleckim procesie muzyka propagującego w hmmm… niekonwencjonalny sposób teorie austryjackiej szkoły ekonomii?
Mariusz Kowalczyk: Tak. Mówimy o Keltuzie. Można uważać jego język za plugawy, przekraczający wszelkie normy. Możemy uważać jego muzykę za bezwartościowy jazgot. Może się nam ogólnie nie podobać i ranić nasze poczucie estetyki. Obrażeni przez niego , a obraża regularnie, mogą dochodzić roszczeń za naruszenie dóbr osobistych, ale nie ma powodu by jego działalność artystyczna była oceniana w procesie karnym. Co więcej, ewentualne skazanie byłoby co najmniej dziwne w sytuacji, gdy, w cudzysłowie, artyści, kojarzeni z lewicą mogą przekraczać wszelkie granice i poczucie wrażliwości np. katolików. Pamiętamy wszyscy podobne performance z ostatnich lat. Jednym słowem, trudno teraz nie krzyknąć „Free Kelthuz”. Nie dla więzienia za Słowo!
Dziękuję za rozmowę.

http://wmeritum.pl/republikanie-inaczej-wyobrazalismy-tworzenie-nowej-jakosci-polityce/
Prześlij komentarz